Chodzi o zamówienie in-house. Przepisy pozwalają, aby miasto, które ma własną spółkę komunalną, zlecało jej usługi z wolnej ręki. Z jednej strony wydaje się oczywiste, że skoro samorząd powołuje do życia własną spółkę, nie robi tego, by potem rywalizowała ona na komercyjnych zasadach z prywatnymi firmami. Z drugiej strony nadużywanie trybu in-house w sposób równie oczywisty może zakłócać konkurencję na rynku i doprowadzić do jego monopolizacji przez komunalne firmy.
Teraz po tryb ten planują sięgnąć władze stolicy, które po raz drugi zapowiedziały udzielenie zamówienia na wywóz śmieci w dziewięciu dzielnicach. Umowa na lata 2022-2026 ma opiewać na ok. 974 mln zł. Kwotę tę miasto zapłaci należącemu do niej Miejskiemu Przedsiębiorstwu Oczyszczania. To zaś oznacza, że rynek dla komercyjnych usług zostanie bardzo mocno zawężony. Nic więc dziwnego, że prywatne firmy planują walczyć o zablokowanie tego trybu. Raz już, w 2018 r., im się to udało. Do Krajowej Izby Odwoławczej wpłynęło 11 odwołań. Poza przedsiębiorcami złożył je również Związek Pracodawców Gospodarki Odpadami oraz rzecznik małych i średnich przedsiębiorców. Ten ostatni nie opłacił wpisu, dlatego zwrócono mu odwołanie. Nie zamierza jednak składać broni i wystąpił do ministrów klimatu i środowiska oraz rozwoju i technologii „o podjęcie działań zmierzających do skutecznej ochrony praw przedsiębiorców w kontekście stosowania przez jednostki samorządu terytorialnego trybu in-house w sferze zamówień publicznych”.