Projekt ustawy o obronie Ojczyzny przewiduje, że wśród zadań, które mogą być realizowane przez przedsiębiorców na rzecz sił zbrojnych, znajdą się przede wszystkim produkcja, naprawy lub inne usługi w warunkach zagrożenia bezpieczeństwa państwa i w czasie wojny, a także utrzymywanie w czasie pokoju mocy produkcyjnych, naprawczych lub usługowych, niezbędnych do realizacji tych zadań.
Będą one nakładane decyzją administracyjną Ministerstwa Obrony Narodowej, które będzie też uprawnione do kontrolowania ich wykonywania. Za uniemożliwienie lub utrudnianie takiej kontroli oraz za nieutrzymanie wymaganych mocy produkcyjnych ma grozić kara w wysokości 1 proc. wartości zleconego zadania, jednak nie mniej niż wartość dotacji otrzymanej na jego wykonanie. Mimo że zadania te są nakładane decyzją administracyjną, to ich realizacja będzie przebiegać już na podstawie umowy między przedsiębiorcą a MON. Inne przewidziane w projekcie kary przewidują zaś od 10- do 30-krotności przeciętnego wynagrodzenia za odmowę lub utrudnianie kontroli, jeśli przedsiębiorca nie złożył wcześniej informacji o rozwiązaniu, likwidacji lub przeniesieniu siedziby.
Reklama
Doktor Łukasz Bernatowicz, wiceprezes Business Center Club, podkreśla, że najważniejsze jest, by ustawa była racjonalna i dawała się zastosować w praktyce. – Okoliczności, które towarzyszą nam od kilku dni, wskazują, że takie przepisy są potrzebne – przyznaje. – Problem w tym, że tak jak w przypadku Polskiego Ładu została ona przygotowana „na kolanie”, bez udziału ekspertów i bez konsultacji z przedsiębiorcami. A ci są przecież gotowi współpracować z władzami w zakresie obronności kraju, tylko nikt nas nie pyta – dodaje. Podkreśla, że gdyby takie konsultacje przeprowadzić, współpraca ta byłaby znacznie bardziej efektywna. W ustawie zaś dominuje raczej podejście nakazowo-sankcyjne. – Tak państwo działa w przypadku poważnego zagrożenia. Jednak podejście bardziej partnerskie, umożliwiające współpracę na zasadzie dobrowolności, gwarantowałoby, że przedsiębiorca będzie mógł utrzymać swoją działalność, a to też jest potrzebne, by gospodarka działała – tłumaczy.
Zgodnie z projektem w przypadku wprowadzenia stanu wyjątkowego, wojennego, wojny lub mobilizacji na całym terytorium kraju przedsiębiorstwa mogą być objęte militaryzacją, jeśli wykonują zadania szczególnie ważne dla obronności i bezpieczeństwa, np. ekspertyzy niezbędne do zabezpieczenia potrzeb obronnych państwa, przewozy wojskowe oraz wsparcie logistyczne sił zbrojnych i sojuszniczych, utrzymywanie systemów łączności, transportu, energetyki oraz gazownictwa i sektora paliwowego, utrzymanie bezpieczeństwa i porządku wewnętrznego, zabezpieczenie funkcjonowania systemów sieci wodociągowych lub kanalizacyjnych.
Łukasz Bernatowicz wskazuje, że niezbędne jest też zróżnicowanie poziomów zagrożenia bezpieczeństwa kraju, jak np. w USA. Jego zdaniem ustawa powinna przewidywać też m.in., jakie pojazdy i w jakiej liczbie ma dostarczyć przedsiębiorca, tak by mógł się na to przygotować.
– Nie można przechodzić od stanu normalności do stanu zagrożenia istnienia kraju. Powinny być stany pośrednie, dopuszczające płaszczyznę współpracy z przedsiębiorcami. Oczywiście gdy dochodzimy do tego ostatecznego wariantu, nie ma już miejsca na dobrowolność, wszyscy muszą działać dla obrony kraju – podsumowuje.
Również rzecznik MŚP, choć podkreśla, że fundamentem działalności gospodarczej w Polsce jest bezpieczeństwo i ze zrozumieniem przyjmuje wszystkie propozycje, które mają na celu wzmocnienie potencjału obronnego kraju, to ma zastrzeżenia do projektu. Ponieważ jednak wersja przyjęta przez rząd różni się od pierwotnej, poddawanej konsultacjom, rzecznik ją analizuje i – jak zapowiada jego biuro – przedstawi swoje stanowisko w toku debaty parlamentarnej.