dr Marcin Borkowski, radca prawny w GWW

Uczestnictwo w spółce, czyli bycie jej wspólnikiem, należy traktować oddzielnie od przynależności udziałów do wspólnego majątku małżeńskiego. Oznacza to, że wspólnikiem spółki staje się tylko ten małżonek, który nabył w niej udziały. Nie ma przy tym znaczenia, że przeznaczył na to środki pochodzące z majątku wspólnego. Dzięki takiemu rozwiązaniu można bowiem jasno określić skład osobowy spółki. W konsekwencji prawa korporacyjne (np. prawo głosu na zgromadzeniu wspólników) wykonuje tylko ten małżonek, który objął udziały. Tę sferę, obejmującą stosunki między wspólnikami a spółką, reguluje prawo handlowe. Ono zaś nie rozstrzyga kwestii majątkowych między małżonkami. Ta sfera jest bowiem przedmiotem regulacji prawa rodzinnego. Co istotne: oddzielenie tych dwóch sfer jest możliwe. Stwierdził to Sąd Najwyższy w wyroku z 22 października 2019 r. (sygn. akt I UK 233/18).

Według prawa rodzinnego udziały w spółce nabyte przez jednego małżonka ze środków pochodzących z majątku wspólnego wejdą w skład tegoż majątku. Zatem określone korzyści związane z udziałami (np. dywidendą) też należy uznać za majątek wspólny. Jeżeli więc wspólnikiem spółki zostanie np. mąż będący stroną czynności prowadzącej do nabycia udziałów, to musi liczyć się z tym, że jego żona może sobie rościć pewne prawa do tych udziałów. Jest to właśnie konsekwencja zaliczenia udziałów do majątku wspólnego małżonków.