Opłata reprograficzna ma rekompensować artystom prawo użytkowników do kopiowania legalnie rozpowszechnionych utworów. W ramach użytku osobistego wolno nam zapisać na dysku dekodera wyświetlany w telewizji film, skserować książkę czy nagrać płytę na dysk CD, a nawet przekazać ją później przyjaciołom. Ponieważ wiąże się to ze stratami dla twórców, prawo przewiduje dla nich odrębne wynagrodzenie. To właśnie wspomniana opłata reprograficzna, która kryje się w cenie urządzeń i nośników umożliwiających zwielokrotnianie utworów.
Austriacka organizacja zbiorowego zarządzania prawami autorskimi Austro-Mechana doszła do wniosku, że opłata ta powinna być też pobierana od usługi przechowywania plików w chmurze. Zaobserwowała bowiem, że coraz więcej użytkowników nie przechowuje filmów, muzyki czy zdjęć na fizycznych nośnikach tylko na wirtualnych dyskach. Pierwszą próbą zmuszenia usługodawców chmurowych do odprowadzania opłaty reprograficznej jest pozew wytoczony niemieckiej firmie Strato, która oferuje swym użytkownikom przestrzeń dyskową. Rozstrzygający ten spór wiedeński sąd postanowił poprosić o interpretację przepisów Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Sprawa budzi spore emocje w całej UE, gdyż dotyczy rynku usług o dużej wartości.

Nośnik nie tylko fizyczny

Problemy, jakie postawiono przed TSUE, są dwa. Pierwszy – czy w przypadku przechowywania danych w chmurze w ogóle dochodzi do zwielokrotniania utworów, o którym mowa w art. 5 ust. 2 lit. b dyrektywy 2001/29/ WE w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym. Przepis ten wyraźnie mówi o nośnikach, co – zdaniem Strato – należy czytać jako nośniki fizyczne, a nie wirtualne. Drugie zagadnienie dotyczy tego, czy takie usługi powinny być objęte odrębną opłatą reprograficzną.
Rzecznik generalny Gerard Hogan w przedstawionej właśnie opinii proponuje na pierwsze z pytań odpowiedzieć twierdząco. Jego zdaniem każdy etap procesu wysyłania do chmury i pobierania z niej treści chronionych prawem autorskim z urządzeń takich jak smartfony stanowi zwielokrotnianie tych treści.
– Kopiowanie w chmurze polega na zapisywaniu utworu w pamięci komputerowej, tyle że ta pamięć nie jest zlokalizowana w urządzeniu użytkownika, lecz w centrum danych dostawcy usług chmurowych. Z prawa unijnego nie wynika, aby osoba fizyczna, która kopiuje utwory w ramach prywatnego użytku, musiała być właścicielem urządzeń lub nośników – może także korzystać z nich w ramach odpowiedniej umowy. Taką umową może być umowa najmu, leasingu lub umowa o korzystanie z przechowywania danych w chmurze – zgadza się z tą interpretacją Tomasz Zalewski, radca prawny i partner w kancelarii Bird & Bird.
Dla dr. Zbigniewa Okonia, radcy prawnego i partnera w kancelarii Maruta Wachta, stanowisko rzecznika generalnego również nie jest zaskoczeniem.
– Ponieważ uregulowanie dozwolonego użytku prywatnego w prawie unijnym jest neutralne technologicznie, a zwielokrotnianie utworów na użytek prywatny może wiązać się z korzystaniem z usług osób trzecich, fakt, że w tym przypadku zwielokrotnienia dokonywane są w infrastrukturze informatycznej podmiotu trzeciego, a wykonywana kopia nie jest materialna, nie powinien wpływać na ocenę prawną – zauważa dr Zbigniew Okoń.

Adekwatna rekompensata

Skoro dochodzi do zwielokrotnienia w ramach dozwolonego użytku, to zgodnie z dyrektywą (i polskimi przepisami) artystom należy się rekompensata. Czy jednak oznacza to konieczność objęcia usługi przechowywania danych w chmurze odrębną opłatą reprograficzną? Zdaniem Gerarda Hogana niekoniecznie. Jeśli opłatami są już objęte urządzenia czy nośniki uczestniczące w przesyle danych do chmury, to mogą one stanowić wystarczającą rekompensatę. W Austrii takie opłaty są pobierane wyłącznie od nośników, ale rozumianych szeroko, łącznie z pamięcią wewnętrzną smartfonów czy tabletów.
„Należy zachować ostrożność i nie łączyć opłat ryczałtowych z innymi systemami wynagrodzeń lub nakładaniem na nie innych opłat w odniesieniu do usług w chmurze bez uprzedniego przeprowadzenia badania empirycznego w tej sprawie – a w szczególności bez określenia, czy łączne korzystanie z takich urządzeń/nośników i usług powoduje dodatkową szkodę dla podmiotów praw autorskich – ponieważ może to prowadzić do nadmiernej rekompensaty” – podkreślił rzecznik w swej opinii.
Przechowywanie danych na dysku wirtualnym, choć stanowi zwielokrotnienie, nie musi więc oznaczać dodatkowej straty dla twórców.
– Usługa chmurowa jest bowiem tylko pewną częścią procesu technicznego, który wymaga również posiadania przez użytkowników końcowych urządzeń umożliwiających zapis utworu do chmury i odczyt z chmury. Dlatego państwo członkowskie może przewidzieć system, w którym godziwa rekompensata jest uiszczana tylko na jednym z etapów tego procesu, np. przez obciążenie opłatą urządzeń, które są wykorzystywane w sposób niesamodzielny (komputerów, smartfonów, tabletów itp.) – wyjaśnia dr Zbigniew Okoń.
Jednocześnie rzecznik zastrzegł, że istniejący system wynagradzania artystom strat wynikających z dozwolonego użytku na podstawie opłat od urządzeń i nośników może w danym kraju okazać się niewystarczający. Organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi musiałyby to jednak jednoznacznie wykazać.

Tymczasem w Polsce

Podczas gdy TSUE zastanawia się nad opłatą reprograficzną w kontekście usług chmurowych, w Polsce trwają prace nad przepisami zwiększającymi jej wysokość i rozszerzającymi katalog urządzeń i nośników m.in. na komputery, pendrive’y, czytniki e-booków oraz tablety. Opinia rzecznika generalnego może dostarczyć argumentów zarówno zwolennikom, jak i przeciwnikom planowanych rozwiązań.
– Skoro przechowywanie utworów w chmurze to – jak twierdzi rzecznik – zwielokrotnianie, to niewątpliwie opłata reprograficzna jest należna. Czy można uznać, iż została już pobrana od czystych nośników i urządzeń? Być może tak, ale na pewno nie w przypadku Polski. U nas bowiem urządzeń dających dostęp do chmury nie ma – w odróżnieniu od Austrii, której dotyczy postępowanie – na liście objętej opłatą reprograficzną – zwraca uwagę Jacek Wojtaś, koordynator ds. europejskich Izby Wydawców Prasy.
– Warto przypomnieć, iż ostatnie zmiany na niej nastąpiły – w odniesieniu do audio i wideo w 2008 r., a w przypadku reprografii – w 2010 r. Świat idzie do przodu, czego dowodem jest toczące się przed TSUE postępowanie. Polska – niestety – jak zwykle pozostaje mocno w tyle – dodaje.
Podobnego zdania jest Jan Młotkowski ze Stowarzyszenia Autorów ZAiKS. Przyznaje on, że problem usług w chmurze jest mu znany, gdyż organizacja, którą reprezentuje, od dłuższego czasu dyskutuje o nim ze swoimi odpowiednikami z innych państw unijnych.
– Częściej jednak słyszymy z ich strony dużo prostsze pytanie – kiedy Polska przestanie być rajem dla producentów i importerów urządzeń czy nośników, które nie są objęte opłatą reprograficzną? Dlatego w tej chwili bardziej zastanawiamy się nad tym, dlaczego u nas wciąż nie pobiera się tej opłaty od urządzeń ewidentnie służących do zwielokrotniania utworów, jak chociażby smartfonów – komentuje Jan Młotkowski.
Z drugiej jednak strony rzecznik w swej opinii przypomina, że opłaty reprograficzne powinny stanowić godziwe, ale odpowiadające rzeczywistym stratom artystów wynagrodzenie.
– Muszą opierać się na niebudzących wątpliwości dowodach dotyczących wysokości szkody ponoszonej przez uprawnionych z tytułu kopiowania w ramach prywatnego użytku. Rozszerzenie lub zmiana wysokości opłat wymaga zatem przede wszystkim wykazania, że obecnie pobierane opłaty są niewystarczające dla zrekompensowania takiej szkody. Nie jest to nowa teza, ale na pewno warto ją przypominać, zwłaszcza że wielu ustawodawców (w tym polski) ustanawia przepisy dotyczące opłaty reprograficznej w sposób czysto arbitralny, bez wzięcia pod uwagę realiów ekonomicznych i sposobów korzystania przez konsumentów z utworów – podkreśla Tomasz Zalewski. ©℗
Planowana wysokość opłat reprograficznych

orzecznictwo

Opinia rzecznika generalnego Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 23 września 2021 r. w sprawie C-433/20. www.serwisy.gazetaprawna.pl/ orzeczenia