Bez liberalizacji ustawy odległościowej Polska Grupa Energetyczna nie zrealizuje części swojej strategii do 2030 r., mówi wiceprezes spółki Paweł Śliwa. Niedawno w Serocku mieliście dwudniową konferencję z udziałem m.in. przedstawicieli rządu. Czy ich wypowiedzi wskazują na to, że jest nadzieja na tę liberalizację?
Deklaracje zarówno ministrów, jak i innych przedstawicieli administracji odpowiedzialnych za przygotowanie ustawy wskazują na to, że nastąpił znaczny postęp w pracach nad jej projektem.
Przypomnijmy czytelnikom główne założenia zmian.
Reklama
Projekt przygotowany przez resort rozwoju łagodzi wprowadzoną w 2016 r. zasadę 10 H, czyli przepis, zgodnie z którym odległość instalacji wiatrakowej od zabudowy czy terenów chronionych wynosić ma 10-krotność wysokości takiej instalacji. Te obostrzenia są nieracjonalne i nieuzasadnione. Dlatego projekt noweli zakłada ich złagodzenie i przewiduje, że decyzje o lokalizacji wiatraków mają podejmować gminy, a lokalne społeczności będą miały większy udział w konsultacjach.

Reklama
Kiedy zatem – biorąc również pod uwagę krytyczne głosy niektórych przedstawicieli PiS – liczycie na przyjęcie projektu przez rząd?
Optymalnie byłoby, gdyby proces ten zakończył się w tym roku. Nie widomo jeszcze, kto stanie na czele resortu rozwoju, który odpowiada za projekt. Zakładamy jednak, że obsada ministerstwa nie wpłynie na tempo prac w tej sprawie i w najbliższych tygodniach projekt trafi pod obrady Stałego Komitetu Rady Ministrów, Komisję Wspólną Rządu i Samorządu, a następnie na rząd. W naszej konferencji uczestniczył m.in. pełnomocnik rządu ds. OZE, minister Ireneusz Zyska, z którym jesteśmy w stałym kontakcie. Mamy duże poparcie ze strony pana ministra i całego Ministerstwa Klimatu dla kontynuowania prac nad tym projektem. Jesteśmy więc optymistami. Także dlatego, że projekt jest już poprawiony po konsultacjach – uwzględniono w nim poprawki różnych resortów, w tym aktywów państwowych i klimatu, a także samorządów, Urzędu Dozoru Technicznego, przemysłu czy wreszcie naszej organizacji.
Jakie były wasze główne postulaty zmian w projekcie?
Kluczowy postulat PSEW odnosił się do tego, by przygotowanie inwestycji było szybsze, a cały proces trwał krócej. Dlatego proponowaliśmy m.in. usprawnienie przebiegu konsultacji dotyczących uchwalania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, przyjęcie trybu doręczeń dla inwestycji wiatrowych analogicznego do zasad obowiązujących dla inwestycji liniowych czy umożliwienie stosowania najnowszych technologii w energetyce wiatrowej, czyli tzw. repowering.
Jakich efektów zmian w tym projekcie możemy się zatem spodziewać?
Przyspieszenia procesu inwestycyjnego i znacznego ułatwienia realizacji inwestycji na terenach przemysłowych, m.in. przedsiębiorstw energochłonnych np. z branży cementowej, chemicznej czy hutniczej.
Co będzie temu służyło?
Plany miejscowe nie będą już przeszkodą dla takich inwestycji – na podstawie decyzji środowiskowej plany będą zmieniane z automatu. To będzie potężny impuls dla nowych inwestycji na takich terenach. Dzięki niemu będą one szły jak burza. Możemy więc śmiało powiedzieć, że zaczynamy budować w Polsce energetykę przemysłową – to pierwszy krok do prawdziwej transformacji energetycznej naszego kraju.
Często potrzebę liberalizacji ustawy wiatrakowej uzasadnia się m.in. rosnącymi cenami prądu w Polsce. Czy usunięcie barier dla rozwoju energetyki wiatrowej rzeczywiście pomoże wyhamować ten wzrost?
Bez zmiany dotyczącej zasady 10H w tym roku Polska, nasi konsumenci i gospodarka będą mieli ogromne problemy – ceny energii eksplodują. Może to powstrzymać jedynie przybywanie nowych mocy w energetyce wiatrowej na lądzie. W przeciwnym wypadku konsekwencje mogą być dramatyczne, jeżeli chodzi o wzrost kosztów energii, której wytworzenie wiąże się z wysokimi opłatami za prawa do emisji CO2. Jeszcze przed rokiem cena wynosiła ok. 20 euro za tonę CO2, a teraz ponad 50 euro.
Rozmawiała Sonia Sobczyk-Grygiel
fot. Materiały prasowe
Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej