Jak pokazuje zakończony niedawno spór sądowy, wybierając taką ścieżkę dochodzenia swych roszczeń, można stracić pięć lat, a na koniec musieć samemu pokryć koszty sądowe. Przekonała się o tym firma, która w 2016 r. wygrała sprawę przed KIO. Skład orzekający uwzględnił część zarzutów wniesionych przez nią w przetargu zorganizowanym przez miasto Łódź. W wyroku powinno się znaleźć rozstrzygnięcie o kosztach postępowania. Z jakichś przyczyn jednak go zabrakło. Przedsiębiorca, który wpłacił 15 tys. zł wpisu do KIO, wystąpił o nadanie wyrokowi klauzuli wykonalności i egzekucję tej kwoty od zamawiającego. Gdy sąd odmówił, wniósł przeciwko Łodzi pozew o zapłatę. Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia w 2019 r. uwzględnił go, uznając, że nie jest to roszczenie o koszty postępowania przed KIO, lecz „roszczenie mające jedynie swoje źródło zobowiązaniowe w wyroku KIO, który jest dowodem na jego istnienie”.
Zamawiający zaskarżył ten wyrok do sądu II instancji, a ten uwzględnił apelację i oddalił powództwo. Uznał bowiem, że nie było podstaw do zasądzenia zapłaty.