Na razie do Sejmu wpłynął prezydencki projekt przewidujący obniżenie wieku przechodzenia na emeryturę do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn.

Wicemarszałek Sejmu Joachim Brudziński z PiS mówił, że jego partia nie będzie sięgać do kieszeni najuboższych. W jego ocenie, to poprzedni rząd, poprzez podwyższenie wieku emerytalnego do 67 lat, uderzył w ubogich Polaków. "To Polacy powinni decydować, a nie arbitralnie politycy czy parlamentarzyści, czy opłaca się kobiecie, która osiągnęła wiek emerytalny 60 lat, przejść na emeryturę i pomóc w wychowywaniu wnuków, czy jeżeli będą takie możliwości, jeżeli będzie miała taka pani zdrowie, jeżeli będzie miejsce pracy, kontynuować tę pracę do 65 roku życie, a co za tym idzie mieć wyższą emeryturę" - powiedział Joachim Brudziński.

Rafał Grupiński z Platformy Obywatelskiej bronił zmian emerytalnych wprowadzonych przez gabinet Donalda Tuska. Przyznał jednak, że jego ugrupowanie zapłaciło za nie sporą cenę polityczną. "Przeprowadziliśmy tę zmianę, dlatego żeby ratować finanse dla przyszłych pokoleń, ale też dawać szansę pracy ludziom, którzy żyją w Polsce coraz dłużej" - tłumaczył polityk PO.

Wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka z klubu Kukiz'15 zadeklarował poparcie dwóch prezydenckich projektów - obniżenia wieku emerytalnego i podwyższenia kwoty wolnej od podatku. Zaznaczył jednak, że samo złożenie projektów do Sejmu nie jest jeszcze realizacją obietnicy wyborczej. Zdaniem posła, trzeba też rozpocząć poważną dyskusję nad głębszymi zmianami w systemie emerytalnym. "Powinniśmy jak najszybciej przejść do systemu emerytury obywatelskiej, oczywiście szanując prawa nabyte wszystkich osób, które są w tym momencie w systemie, ale ci, którzy wchodzą na rynek pracy powinni po przejściu na emeryturę otrzymywać równe świadczenie minimalne - emeryturę obywatelską, a jednocześnie powinni dużo więcej zarabiać, czyli płacić mniejsze podatki, mniejsze składki" - przekonywał polityk Kukiz'15.

Posłanka Nowoczesnej Joanna Scheuring-Wielgus przekonywała, że prezydencki projekt emerytalny jest groźny z punktu widzenia budżetu, a wszystko przez fatalną sytuację finansową ZUS. "Niestety z matematyką nie wygra nawet PiS, chciałabym zwrócić uwagę na to, że według najczarniejszych scenariuszy w 2021 roku do ZUS budżet państwa będzie musiał dopłacać 90 miliardów, czyli cały projekt obniżenia wieku emerytalnego jest kompletnie nietrafiony i nieprzemyślany" - argumentowała posłanka Nowoczesnej.
Europoseł PSL Jarosław Kalinowski mówił, że ludowcy złożyli projekt obniżający wiek emerytalny przy jednoczesnym związaniu go z 40-letnim stażem pracy. Ten pomysł został jednak odrzucony w Sejmie. Polityk przypomniał też słowa Andrzeja Dudy z kampanii wyborczej, sugerując, że teraz prezydent od nich się dystansuje. "Nie słuchajcie tego, że nie da się obniżyć wieku emerytalnego i podnieść kwoty wolnej od opodatkowania, bo się budżet rozwali, że to się nie da sfinansować. To są bzdury" - cytował Andrzeja Dudę Jarosław Kalinowski.

Rzecznik prezydenta Marek Magierowski zadeklarował, że Andrzej Duda jest gotowy do dyskusji nad zmianami w swoich trzech głównych projektach - emerytalnym, dotyczącym kwoty wolnej od podatku, a także ustawy frankowej:

"We wszystkich tych przypadkach pan prezydent jest otwarty na rozmowę na temat ewentualnych zmian, poprawek, modyfikacji. Mówiła zresztą o tym w programie telewizyjnym pani premier Szydło. To nie jest tak, że to są święte księgi, w których nie wolno nic zmieniać. W zależności od okoliczności, od możliwości finansowych państwa oczywiście tego typu zmiany są możliwe" - mówił Marek Magierowski.

Prezydencki projekt emerytalny wpłynął do Sejmu 30 listopada ubiegłego roku. W grudniu odbyło się pierwsze czytanie, natomiast w styczniu trwała praca w komisjach, odbyło się między innymi wysłuchanie publiczne.