Chodziło o zbombardowanie rurociągu naftowego we wschodniej części Syrii. Wcześniej nalotów dokonywano na obozy szkoleniowe, w których - jak przypuszczano - przebywali także dżihadyści z zagranicy, w tym z Francji. Teraz chodziło o uderzenie w ekonomiczne podstawy Państwa Islamskiego, dla którego handel ropą to główne źródło dochodu. Myśliwce bombardujące i samolot pozwalający na uzupełnienie paliwa w powietrzu wystartowały z baz w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i w Jordanii, gdzie stacjonuje 12 francuskich maszyn.

W rejon Zatoki Perskiej udał się lotniskowiec Charles de Gaulle, co ma wzmocnić siłę rażenia lotnictwa i pomóc w zwiększeniu liczby ataków na islamistów. Okręt przebywał już w tym rejonie od lutego do kwietnia, co pozwoliło Francuzom na 15-20 lotów dziennie.