Czy hiszpańska klasa średnia chce w kraju rewolucji?

autor: Bartłomiej Niedziński06.12.2014, 08:00
Pablo Iglesias z partii Podemos

Pablo Iglesias. Biała koszula i dżinsy to znaki rozpoznawcze lidera Podemosźródło: PAP/EPA
autor zdjęcia: ZIPI

Partia protestu? Jak najbardziej. Populistyczna? Jeśli tak, to dlaczego popiera ją hiszpańska klasa średnia, która na zmianach proponowanych przez polityczny fenomen z pewnością by straciła?

Gdy w majowych wyborach do europarlamentu pięć z 54 hiszpańskich mandatów zdobyło założone zaledwie cztery miesiące wcześniej ugrupowanie Podemos, było to wydarzenie na miarę lokalną. Ot, jedna z wielu w Europie partii protestu, niewyróżniająca się niczym poza nazwą. Podemos znaczy „możemy” – ewidentnie nawiązującą do wyborczego hasła Baracka Obamy z 2008 r. „Yes, we can”. Jednak dla żadnej z nich eurowybory nie stały się tak dużą trampoliną do sukcesu jak właśnie dla Podemos – na początku listopada z 28-proc. poparciem awansowała na pierwsze miejsce w sondażach, pozwalające w perspektywie przyszłorocznych wyborów do hiszpańskiego parlamentu realnie myśleć o przejęciu władzy. Co przeraża zarówno hiszpański establishment, który jest głównym celem ataków Podemos, jak i unijnych polityków obawiających się, że realizacja lewackich pomysłów znów ściągnie kłopoty na strefę euro? A jednocześnie milionom zmęczonych kryzysem Hiszpanów daje nadzieję na zakończenie polityki zaciskania pasa?

Podemos jest ugrupowaniem nowym, ale nie wzięło się tak zupełnie znikąd. Jego zalążkiem był ruch oburzonych – nazywających się indignados lub Movimiento 15-M – którzy od połowy maja 2011 r. przez wiele miesięcy protestowali w miastach całej Hiszpanii przeciw wysokiemu bezrobociu, cięciom w wydatkach socjalnych, brakowi perspektyw życiowych dla młodych i zepsuciu tamtejszej klasy politycznej. Pozostałością po protestach było nie tylko kilka milionów potencjalnych wyborców – w protestach łącznie wzięło udział ponad 6 mln osób – odrzucających dwie dominujące od lat partie polityczne (centroprawicową Partię Ludową i socjalistyczną PSOE), ale także autentyczne oddolne inicjatywy społeczne. Nawet po ustaniu demonstracji w wielu miastach co tydzień na rynku spotykali się aktywiści, zastanawiając się, jak pomóc wywłaszczanym rodzinom czy ludziom pozbawionym wskutek kryzysu środków do życia. Te lokalne grupy – circulos – stały się później organizacyjną podstawą nowej partii.

Ale nie byłoby jej też, gdyby nie Pablo Iglesias. Choć nie było go w grupie intelektualistów i aktywistów społecznych, którzy w połowie stycznia opublikowali manifest wzywający do stworzenia listy wyborczej do europarlamentu, która byłaby realną alternatywą wobec układu politycznego, to właśnie ten 36-letni obecnie doktor nauk politycznych z Uniwersytetu Complutense w Madrycie (UCM) i gospodarz debat politycznych w jednej ze stacji telewizyjnych stanął na jej czele. – Jeśli ludzie nie zajmą się polityką, inni się nią zajmą za nich. A kiedy zajmą się nią inni zamiast ciebie, mogą ukraść twoje prawa, twoją demokrację i twój portfel – mówił w jednym z wywiadów, wyjaśniając swoje motywacje.


Pozostało jeszcze 72% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (3)

  • ewa(2014-12-06 20:41) Zgłoś naruszenie 00

    szkoda że u nas nie ma takiej partii,przydałaby się,utarłaby nos naszym posłom zasiedziałym w sejmie po 20 lat

    Odpowiedz
  • TvKB(2014-12-06 21:00) Zgłoś naruszenie 00

    Strach kasty politycznej w Hiszpanii przed Podemos jest realny do tego stopnia, że nawet rozważa się po następnych wyborach w 2015 r. wielką koalicję miedzy PP i PSOE, na wzór niemieckiej koalicji CDU/CSU/SDP, aby nie dopuścić Podemos do władzy w Hiszpanii. Kasta boi się Pablo Iglesias Turrion, który jako prawnik, dr. nauk politycznych, profesor Uniwersytetu Complutense w Madrycie, jest od wielu z nich o wiele lepiej przygotowany do przejęcia władzy i, jak przyrzeka, do realizacji interesów swoich wyborców, odbudowy państwa socjalnego na wzór państw skandynawskich, na wzór Niemiec. Jego sympatycy i wyborcy mają już dosyć, być stale oszukiwani przyrzeczeniami partii, które po wygranych wyborach wcale ich nie realizują, gdyż interesy sektora finansowego, akcjonariuszy przedsiębiorstw, wielkich międzynarodowych korporacji mają zawsze pierwszeństwo przed interesem wyborców, argumentując, że politycy muszą się liczyć z reakcją rynków, z rzekomą troską o miejsca pracy, koniunkturą, etc. W tą ich mantrę mało kto już uwierzy i dlatego Podemos cieszy się po kilku miesiącach swego istnienia jako partia protestu aż tak dużym poparciem społeczeństwa w sondażach. Wczoraj wieczorem Pablo Iglesias w debacie telewizyjnej w RTVE zapowiedział na wypadek dojścia do władzy, między innymi obarczenia większymi podatkami międzynarodowe korporacje z centralą w rajach podatkowych, poddaniu wnikliwej kontroli sektor bankowy, w szczególności kredyty i gwarancje państwowe ratujące przed upadkiem niektóre banki hiszpańskie i przeznaczenie tych dodatkowych wpływów do budżetu na realizację państwa socjalnego, wzorując się przy tym na węgierskim Orbanie. Nagonka na niego wcale mnie nie dziwi, bo wiadomo, kto za nią stoi. Cui bono ...

    Odpowiedz
  • KKD(2015-04-19 12:44) Zgłoś naruszenie 00

    Co to znaczy "lewackich pomysłów"? To, że ich - nota bene jasno sprecyzowana - wizja przyszłej polityki nie jest zgodna z przekonaniami autora, nie daje mu mandatu do używania nacechowanych negatywnie określeń w jej kierunku. W artykule, w którym autor występuje tylko w roli narratora wydarzeń, takie cechowanie kompromituje go jako dziennikarza; natychmiastowo pozwala określić go mianem nierzetelnego i stronniczego.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie