Magdalena Rigamonti: Pani kolega Jurek Owsiak pytany o rozliczanie darowanych przez obywateli pieniędzy zachował się co najmniej arogancko. Nie narobił pani przy okazji kłopotów? 

Janina Ochojska: Mnie nie. On w żaden sposób nie jest dla nas, dla PAH konkurencją; zbiera na polskie chore dzieci, i na to Polacy dają najchętniej. Uważam, że Jurek jest czasami gwałtowny, emocjonalny, wybuchowy. Może mógł to wszystko bardziej stonować, wytłumaczyć ludziom, o co chodzi, wyjaśnić kontrowersje. No, ale on taki jest. Jednak nie bałabym się o pieniądze, które dostaje do dyspozycji od ludzi. 

On jest człowiekiem zaufania publicznego, a pani mówi: "On taki jest".

Jesteśmy po imieniu, lubimy się, ale wódeczki razem nie piliśmy. Nie znam go prywatnie, tylko oficjalnie. Jakoś wspieramy się nawzajem, ale nie w działaniach, każdy z nas prowadzi swoją organizację. 

Pani Janko, niech pani zadzwoni do Jurka Owsiaka i poprosi go, żeby nie reagował tak na pytania o pieniądze, o rozliczenia, o  1 procent. 

Nie mam do niego komórki. 

Dam pani.

Może będę miała okazję mu to powiedzieć osobiście. Było mi go żal, kiedy widziałam, że nie panuje nad emocjami. Wie pani, mnie też oskarżają o różne rzeczy, a to że mam pałac w Warszawie, a to... 

Słyszałam, że pod Wieliczką.

Nie, w Warszawie. I willę w Magdalence. Jechałam na konferencję na KUL do Lublina i taki ksiądz mnie odwoził. Nagle mówi: cieszę, że pani będzie naszą parafianką. W którym miejscu Magdalenki tę willę pani kupiła? Mówił to życzliwie, cieszył się. Poprosiłam, żeby on się dowiedział, bo może przeniesiemy tam biuro. Na razie mamy takie, do którego nie mogę wejść samodzielnie. Jak się coś robi związanego z pieniędzmi, to zawsze są jakieś plotki. Ale wokół mnie przez 22 lata żadnej afery nie było. 

Cały wywiad w najnowszym wydaniu tygodnika "Wprost".

Źródło: Wprost.pl