W zamachu na synagogę w Jerozolimie zginęło czterech Izraelczyków i dwóch palestyńskich napastników. Rannych zostało sześć osób, w tym dwóch policjantów. Zabici mieli podwójne obywatelstwo: trzej izraelskie i amerykańskie, czwarty izraelskie i brytyjskie.

Hamas oświadczył, że atak był odpowiedzią na śmierć palestyńskiego kierowcy autobusu w Jerozolimie. Jego ciało znaleziono wczoraj. Według izraelskiej policji, popełnił samobójstwo, ale jego rodzina twierdzi, że został zabity przez Izraelczyków.

Premier Izraela Beniamin Netanjahu zapowiedział zdecydowaną odpowiedź wobec terrorystów i obarczył odpowiedzialnością za atak nie tylko Hamas, ale też prezydenta Autonomii Palestyńskiej, Mahmuda Abbasa.

Głos zabrał szef amerykańskiej dyplomacji zaangażowanej w proces pokojowy na Bliskim Wschodzie. John Kerry stwierdził w trakcie wizyty w Londynie, że atak na świątynię "nie mieści się w ludzkiej naturze". Wezwał też liderów palestyńskich do potępienia zamachu. .

Od kilku tygodni w Jerozolimie dochodzi do zamieszek i starć. Powodem są próby zmiany statusu świętego dla Żydów i muzułmanów Wzgórza Świątynnego i ograniczanie dostępu do niego. Wschodnia część Jerozolimy, gdzie znajduje się Wzgórze i Stare Miasto, została zajęta przez Izrael w 1967 roku. Społeczność międzynarodowa nie uznała jednak tego kroku.