Przy okazji wyborów zalegalizowano marihuanę w Oregon i na Alasce oraz częściowo w Waszyngtonie DC. Ale mimo tej liberalizacji producenci mają ciężkie życie: mogą być nękani lub aresztowani przez służby federalne, trudno jest im otwierać konta bankowe, inwestować czy wynajmować nieruchomości. Dlatego na takich produktach jak marihuanowe ciasteczka, czekoladki czy olejki legalnie zarobić jest trudno, na czym korzystają gangi, pisze „The Economist”. Kongres i rząd federalny powinny spojrzeć prawdzie w oczy, bo duże firmy sprzedające masowe produkty to wyjście bezpieczniejsze i łatwiejsze do opodatkowania. A legalizacja wcale nie musi oznaczać wzrostu konsumpcji: po odpowiedniej edukacji i wprowadzeniu ograniczeń zużycie tytoniu w USA spadło - argumentuje „TheEconomist”.