O podróży polityków zrobiło się głośno po środowej publikacji w "Fakcie". Tabloid dotarł do współpasażerów, którzy relacjonowali sprzeczkę w jaką wdały się żony polityków z obsługą samolotu. Kobiety miały pić na pokładzie własny alkohol, co jest zabronione. Po tym jak stewardessa zwróciła im uwagę wywiązała się kłótnia. Interweniował kapitan samolotu i zagroził awaryjnym lądowaniem.

Dzisiaj "Newsweek" poinformował, że Hofman i Kamiński, podróżowali do Madrytu służbowo w ramach delegacji parlamentu. Celem był udział w posiedzeniu komisji zagadnień prawnych i praw człowieka Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Oznacza to, że bilety posłów finansował Sejm (w przeciwieństwie do podróży żon, które leciały do Madrytu prywatnie).

Z ostatnich informacji tvn24.pl  wynika, że posłowie zwrócili się do Marszałka Sejmu o zgodę na podróż własnymi autami, za co otrzymali zwrot rzędu kilkunastu tysięcy złotych. Przelot "Ryanairem" kosztował nie więcej niż kilkaset złotych. 

- Po powrocie, precyzyjnie mówiąc w ostatni wtorek napisałem pismo, w którym poinformowałem władze Sejmu, że ostatecznie polecieliśmy samolotem. Oczywiście zadeklarowałem zwrot pełnej kwoty zaliczki - mówi w rozmowie z tvn24.pl Mariusz Antoni Kamiński.

Jak tłumaczy, plan podróży samochodem "nie wypalił" w związku z obowiązkami w kampanii wyborczej.