Akcja zaplanowana na niedzielę rano ma być protestem przeciwko pracy koni w Morskim Oku. Część organizacji ekologicznych uważa, że do wozów którymi konie transportują turystów w stronę schroniska maksymalnie mogą wsiadać dwie osoby a nie jak obecnie 12. I tutaj organizatorzy blokady podpierają się opinią przygotowaną przez jedną ze swoich działaczek z Zakopanego. 

Niedzielny protest będzie najprawdopodobniej nielegalny - przyznaje to sama Anna Plaszczyk organizator akcji w rozmowie z dziennikarzem Radia Kraków. Dodaje jednak, że ich zdaniem, a także zdaniem ich prawników blokowanie przestępstwa nie jest przestępstwem. 

Górale pracujący w Morskim Oku zapowiadają, że sprowokować się nie dadzą, ale i nie pozwolą na zablokowanie im możliwości pracy w niedzielę. Z kolei Andrzej Gąsienica - Makowski starosta tatrzański potwierdza, że powiat jako zarządca drogi do Morskiego Oka nie dostał zgłoszenia o jakimkolwiek proteście w niedzielę. "Jest to próba wywarcia presji na prowadzących działalność gospodarczą" - powiedział starosta. Dodał, że jest to niepokojący sygnał, który pokazuje, że można zdeptać wszystkie wartości. 

Zarówno władze samorządowe jak i TPN podkreślają, że rozmowy w sprawie zmian w transporcie konnym do Morskiego Oka cały czas trwają, a zapowiadany protest dialog może tylko utrudnić. Pierwsze pomyślne testy przeszły wozy konne z silnikiem elektrycznym i to najprawdopodobniej takie pojazdy pojawią się wkrótce w Tatrach.