Jak mówi profesor Krzysztof Szwagrzyk, szef Samodzielnego Wydziału Poszukiwań IPN, odnalezione w lipcu szczątki należą do ofiar komunizmu z lat 1946 - 1948.
Innego zdania jest jednak prokuratura i pion śledczy IPN. Biegli ocenili, że na szkieletach nie stwierdzono żadnych "śladów obrażeń mechanicznych". W ostatnich dniach Prokuratura Rejonowa Warszawa-Mokotów umorzyła śledztwo w tej sprawie, uznając, że nie ma w tym przypadku podejrzenia popełnienia zbrodni komunistycznej. Pion śledczy IPN uznał, że to kończy całą sprawę.

Na podstawie badań szczątków, biegli ustalili, że od momentu śmierci upłynęło co najmniej 50-60 lat. To może w ogóle nie dotyczyć ofiar stalinizmu, które chowano tu do 1948 roku - uważa Marcin Gołębiewicz, szef pionu śledczego IPN w Warszawie. Zastrzega, że być może znalezione osoby zmarły z przyczyn naturalnych. Ostatecznej decyzji pionu śledczego IPN jeszcze nie ma, zapadnie ona po szczegółowym zapoznaniu się z dokumentacją.

To, że ci ludzie nie mają przestrzelonych czaszek jeszcze nic nie oznacza - ripostuje profesor Krzysztof Szwagrzyk. Jak dodaje, mogli umrzeć w wyniku chorób lub morderstwa. Jego zdaniem, wszystkie dokumenty i ślady z cmentarza wskazują na pochówki więźniów z ulicy Rakowieckiej, gdzie więziono działaczy antykomunistycznego podziemia. Podczas lipcowych prac odnaleziono szczątki 23 osób, w tym 4 kompletne szkielety.