statystyki

Wardęga nie jest jedyny. Krótka historia pranksterów

autor: Andrzej Krajewski13.09.2014, 07:00; Aktualizacja: 13.09.2014, 13:04
żart, dowcip

Mistyfikacja, na którą nabierze się dużo osób, jest w dzisiejszym świecie traktowana jak dzieło sztuki otwierające drogę do światowej karieryźródło: ShutterStock

Mistyfikacja, na którą nabierze się dużo osób, jest w dzisiejszym świecie traktowana jak dzieło sztuki otwierające drogę do światowej kariery. A jeśli rozśmieszy nie tylko twórcę, wówczas to prawdziwe arcydzieło.

Polska może być dumna z Sylwestra Wardęgi. Jego czterominutowy filmik „Mutant Giant Spider dog” stał się światowym hitem. Po tygodniu obecności w sieci został obejrzany już ponad 70 mln razy. Filmikiem zamieszczonym na YouTube zainteresowały się zagraniczne serwisy internetowe, w tym należące do popularnych dzienników: „Daily Mail” oraz „The Independent”. Ten ostatni w entuzjastycznym tonie podkreśla, że: „Można się rozkoszować absurdalnością” żartu Polaka. Wystarczyło suczkę o imieniu Chica przebrać w strój kosmatego pająka, a następnie zaczajać się w nocy, w odludnych miejscach, aby przypadkowi przechodnie uwierzyli, że poluje na nich potwór. Paniczne ucieczki ofiar przed pso-pająkiem sprawiły, że Polak wdarł się przebojem do ekstraklasy pranksterów. Ludzi sławnych, bo potrafiących organizować mniej lub bardziej zabawne psikusy z udziałem niczego nieświadomych uczestników mistyfikacji. Ten rodzaj sztuki, bardzo popularny w Stanach Zjednoczonych, najpewniej stanie się coraz modniejszy w naszym kraju. Wardęga już obiecał pójść za ciosem, a poza tym należy się spodziewać wysypu naśladowców. Jeśli zbytnio się przyłożą, kilku przypadkowych przechodniów może to przypłacić zawałami, ale przecież nie od dziś wiadomo, że sztuka wymaga ofiar.

Z nienawiści do autorytetów

Latem 1921 r. młody poeta Anatol Stern postanowił zademonstrować warszawiakom, jak jest oddany poezji. A konkretnie napisanemu przez siebie futurystycznemu utworowi pt. „Nagi człowiek w śródmieściu”. Zgodnie z obietnicą daną kolegom zamierzał wyrecytować wiersz w centrum stolicy, odziany jedynie w przepaskę biodrową z muślinu. W kulminacyjnym momencie Stern miał własnoręcznie podpalić swój bardzo skąpy strój, by podkreślić dramatyzm dzieła. Ku rozczarowaniu widzów, w ostatnim momencie ręka poecie zadrżała. Zamiast efektownych płomieni na intymnych częściach ciała zobaczyć można było tylko ucieczkę twórcy. W tamtym czasie Polska miała wszelkie zadatki na to, żeby się stać prawdziwym zagłębiem pranksterskim. Dorastało nowe pokolenie artystów, którzy nie cierpieli zarówno ówczesnej sztuki, jak i społecznego porządku.

„Cywilizacja, kultura, z ich chorobliwością na śmietnik. Wybieramy prostotę, ordynarność, wesołość, zdrowie, trywialność, śmiech. Od śmiechu dusza tyje i dostaje silne grube łydy” – oznajmiali w jednym z manifestów polscy futuryści. Podobnie jak ich zachodni koledzy, chcieli bawić, a jednocześnie szokować odbiorców łamaniem wszelkich zasad. Po falstarcie Sterna, latem 1921 r. futuryści wyprawili się do konserwatywnego Krakowa. Tam Bruno Jasieński zorganizował happening łączący nowoczesną muzykę z atrakcyjną oprawą. Przez krakowski rynek kilku prawie nagich poetów ciągnęło furmankę, na której ustawiono fortepian. Przy instrumencie siedział goły Jasieński i zaciekle walił w klawisze, bo przecież był poetą, a nie pianistą. O skandalu obyczajowym rozpisywały się gazety nie tylko w Galicji. Medialnego sukcesu futurystom szybko pozazdrościli skamandryci, chcący również trafić do masowego odbiorcy. Acz niekoniecznie za sprawą rozbierania się do naga. O ile więc na co dzień Antoni Słonimski i Julian Tuwim odznaczali się wysublimowanym poczuciem humoru, to gdy futurysta Aleksander Wat miał swój wieczór poetycki, wybrali się nań, żeby reprezentanta konkurencyjnego nurtu obrzucić kamieniami. Na innym wieczorku poetyckim Anatol Stern na całkiem poważnie pobił się z Janem Lechoniem. Szybko więc przestało być wesoło. A że czasy w Europie nie należały do najzabawniejszych, futuryzm przegrał zmagania ze smutną rzeczywistością.


Pozostało 88% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (2)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie