Premier podkreślił, że przez kolejne 7 lat wieloletniego budżetu UE środki europejskie muszą pracować z ludźmi, a nie tylko z infrastrukturą. Wyraził nadzieję, że europejskie przyspieszenie znajdzie odzwierciedlenie w zdolności do konkurencyjności w zakresie innowacyjności. Dodał, że Polska jest też bardzo atrakcyjnym miejscem dla dużych inwestycji.

- Pieniądze z Unii będą iść przede wszystkim na ludzi, nie na infrastrukturę. Chcemy, by Polska gospodarka była atrakcyjna z innych powodów niż tania siła robocza - deklarował Tusk. Zaznaczył jednak, że niskie koszty pracy w Polsce są wciąż są dużym atutem dla inwestorów.

- Kolejne siedem lat uczynią nas bardziej konkurencyjnymi dzięki większej kreatywności. Zdaję sobie sprawę, że za 10 lat nie będziemy mieli stu noblistów, ale chcemy krok po kroku zmieniać istotę polskiej konkurencyjności. Jestem przekonany, że się uda - mówił premier.

Jak rząd chce tego dokonać? Tusk zapowiedział, że rząd przeznaczy "nie miliony, lecz miliardy euro" na projekt, który pozwoli zamawiać firmom sposoby kształcenia. O szczegółach nie mówił, zastrzegł jednak, że nie władze nie zamierzają narzucać uczelniom programu nauczania.

- To nie jest rola państwa, żeby zgwałcić wyższe uczelnie i nakazywać uczenia czegoś, co w naszym rozeznaniu będzie przydatne na rynku pracy. Jeśli ktoś uparł się, żeby studiować psychologię czy socjologię, mimo że na dzisiejszym rynku pracy trudno o robotę dla ludzi z takim wykształceniem, to trudno, żebyśmy używali machiny państwowej, żeby mu to uniemożliwić - stwierdził Tusk.

Donald Tusk zwrócił uwagę, że bezrobocie jest najbardziej związane z kryzysem ekonomicznym, który przez lata utrzymywał się w Europie i na świecie. Stwierdził, że najważniejsze jest utrzymanie wzrostu gospodarczego, co będzie najlepszą szansą na powstawanie nowych miejsc pracy.

Imigrację zarobkową Polaków Tusk uważa za normalny koszt otwarcia granic i różnic między poziomem życia w Polsce i na Zachodzie.

Szef rządu mówił też o wyzwaniach demograficznych Polski. Wymienił aktywność rządu na tym polu, m.in. poprzez wprowadzenie rocznego urlopu rodzicielskiego, radykalne zimniejszenie kosztów przedszkoli, czy poprawę sytuacji w żłobkach. Powiedział także, że rząd zlecił przeprowadzenie badań, które odpowiedział na pytanie, dlaczego Polacy nie decydują się na posiadanie dzieci. Stwierdził, że wyniki wskazują jednoznacznie, że status materialny nie decyduje o dzietności, a często im rodzice mają wyższe wykształcenie i więcej pieniędzy, tym mniej mają dzieci.

Premier mówił o proponowanych zmianach w służbie zdrowia, m.in. poprawie organizacji pracy, przesunięciu odpowiedzialności za leczenie w większym stopniu na lekarzy rodzinnych, czy eliminowaniu zapisywania się przez pacjentów do kilku lekarzy jednocześnie.

Tusk krytykował polskie szpitale, za to, że niepotrzebnie bywają "hotelami". - Ktoś, kto powinien raz na trzy dni przyjechać na chemię, leży non stop w szpitalu, a nie ma powodów, żeby tak było. Ale szpitale bronią się przed zmianami, bo to jest najłatwiejszy sposób na wyciągnięcie pieniędzy z NFZ - mówił.