Wczoraj komisarz ds. zatrudnienia László Andor przedstawił przewodnik dla państw UE, który objaśnia, w jaki sposób stosować unijne przepisy do określania, komu i w jakiej sytuacji należą się świadczenia społeczne. – Wykluczamy możliwość zmian w przepisach – podkreślił komisarz. To reakcja na ofensywę brytyjskiego premiera Davida Camerona wymierzoną m.in. w polskich imigrantów na Wyspach.

– Podręcznik jest elementem bieżących działań Komisji mających na celu ułatwienie swobodnego przepływu osób w całej UE – tłumaczył węgierski eurobiurokrata.

„Pracownicy i osoby pracujące na własny rachunek są objęci zabezpieczeniem społecznym w kraju, w którym pracują, a osoby nieaktywne zawodowo (np. emeryci, studenci) kwalifikują się do otrzymywania tych świadczeń w państwie członkowskim, w którym znajduje się ich miejsce zwykłego pobytu” – podkreśla Bruksela.

W przewodniku zdefiniowano także, jak należy traktować ten ostatni termin. Urzędnicy Komisji wskazują, że przy ustaleniu miejsca zwykłego pobytu bierze się pod uwagę m.in. czas trwania i ciągłość pobytu w danym kraju, zatrudnienie czy odprowadzanie podatków. „Przykładowo jeżeli obywatel Zjednoczonego Królestwa przenosi się na emeryturę do Portugalii i spędza większość czasu w Portugalii, jego miejscem zwykłego pobytu jest Portugalia, nawet jeśli nadal posiada dom w Zjednoczonym Królestwie i utrzymuje więzi kulturowe i gospodarcze ze Zjednoczonym Królestwem” – czytamy. A zatem ma prawo do portugalskich świadczeń społecznych.

Użycie tego konkretnego przykładu nie jest przypadkowe. – Krajowy kalendarz polityczny niektórych państw, np. referenda na horyzoncie, wywołuje różne głosy. Nie chciałbym winić braku informacji za zbyt emocjonalne i mylące dyskusje w pewnych państwach członkowskich – tłumaczył László Andor. To jasne nawiązanie do debaty publicznej w Wielkiej Brytanii. Premier Cameron, chcąc zabezpieczyć sobie prawą flankę, zapowiedział już rozpisanie na 2017 r. referendum w sprawie ograniczenia udziału monarchii w UE.

Cameron ma się czego obawiać, skoro w najnowszym sondażu eurowyborczym dla „Mail on Sunday” torysi przegrywają nie tylko z laburzystami, ale i eurosceptyczną Partią Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP). UKIP może przy tym liczyć na poparcie 26 proc. Brytyjczyków, o 10 pkt więcej niż ugrupowanie to zdobyło podczas poprzednich eurowyborów. Głosowanie nad Tamizą jest planowane na 22 maja. Do tego czasu można się spodziewać nasilenia żądań brytyjskiego rządu w sprawie ograniczenia praw socjalnych wewnątrzunijnych imigrantów (najbardziej konkretne dotyczy odebrania zasiłków na dzieci żyjące w kraju pochodzenia imigranta).

Komisarz Andor stawia jednak sprawę jasno: o zmianach w przepisach, jeśli mają dyskryminować pracowników ze względu na narodowość, nie ma mowy. – Pracownicy, którzy przenieśli się do innego kraju, płacą tam w podatkach i ubezpieczeniach socjalnych więcej, niż dostają zasiłków – zaznaczył. Według specjalistów z University College London Wielka Brytania w latach 2001–2011 zarobiła na gastarbeiterach 22 mld funtów (110 mld zł). Według Janusza Kobeszki z Instytutu Sobieskiego w latach 2014–2020 Polacy wypracują nad Tamizą 63,7 mld euro (264,8 mld zł).