Piotr Ikonowicz zapowiada, że dobrowolnie za kraty nie pójdzie. Jak zaznacza sam do aresztu się nie zgłosi. "Będą po mnie musieli przyjść, tak jak już nieraz przychodzili" - podkreśla Ikonowicz. Działacz lewicowy zaznacza, że wyrok wydano niesłusznie, on sam liczy, że sąd weźmie pod uwagę prośbę prezydenta. Piotr Ikonowicz podkreśla, że decyzja sądu zapadła na podstawie zeznań świadka, których to zeznań nie potwierdzili ani inni uczestnicy eksmisji, ani policja

Bronisław Komorowski wysłał 1 października prośbę o ułaskawienie do Prokuratury Generalnej. Ta musiała poprosić o opinię sąd rejonowy Mokotowa, który skazał Ikonowicza. Jak wyjaśnia Maciej Kujawski z biura Prokuratora Generalnego, do sądu wysłano też prośbę o wstrzymanie wymierzenia kary. Do tej pory z sądu do Prokuratury nie wpłynęła odpowiedź, mimo że Prokuratura prosiła sąd o przyspieszenie procedur. 

Jak ustaliła IAR - mokotowski sąd, wysłał wniosek o wstrzymanie wymierzenia kary do Sądu Rejonowego Praga Południe. Tam wniosek rozpatrzono negatywnie. Piotr Ikonowicz może więc spodziewać się wizyty policji. Tym bardziej, że mokotowski Sąd Rejonowy prezydencki wniosek o ułaskawienie zaopiniuje dopiero 30 października. 

O ułaskawienie Ikonowicza apelowali do Bronisława Komorowskiego m.in. Ryszard Bugaj, Barbara Labuda, Karol Modzelewski, Józef Pinior oraz Zbigniew i Zofia Romaszewscy.
W sprawie chodzi o wydarzenia z 2000 r., kiedy Ikonowicz blokował wyrzucenie z domu pary emerytów na warszawskim Mokotowie. Został wtedy oskarżony o naruszenie nietykalności cielesnej właściciela mieszkania. W 2008 r. sąd skazał Ikonowicza na prace społeczne, których ten nie wykonał. W związku z tym ma odbyć karę 90 dni pozbawienia wolności.