W dzisiejszych wyborach na szefa warszawskiej Platformy wybrano Hannę Gronkiewicz-Waltz. Była ona jedynym kandydatem. Przewodniczący klubu parlamentarnego PiS Mariusz Błaszczak uważa, że prezydent Warszawy nic już nie uchroni przed porażką, jaka ją czeka w zbliżającym się referendum. Argumentuje, że sondaż pokazuje, iż wymagana większość warszawiaków pójdzie na głosowanie i odwoła Hannę Gronkiewicz - Waltz. Zdaniem Błaszczaka, każdy dzień jej rządów w stolicy to strata dla mieszkańców miasta.

Najnowsze badania opinii społecznej pokazują, że 37 procent mieszkańców stolicy wybiera się na referendum. Ponad połowa z nich chce odwołania prezydent. Cieszy się z tego Andrzej Rozenek z Ruchu Palikota. Jego zdaniem nawet ładna pogoda i namowy PO, żeby w dniu głosowania wybrać sie na spacer czy grzyby, nie odwiodą warszawiaków do powiedzenia NIE Gronkiewicz-Waltz. Andrzej Rozenek wyrazil nadzieję, że mieszkańcy stolicy 13 października tłumnie pójdą na referendum i odwołają nieudolną prezydent stolicy.

Z kolei Wojciech Olejniczak z Sojuszu Lewicy Demokratycznej krytykuje PO za to, że nie walczy o swoją prezydent z "otwartą przyłbicą". Pytany o to, jak Sojusz zachowa się w kwestii referendum przypomniał, że decyzja w tej sprawie zapadnie jutro. SLD przedstawił Hannie Gronkiewicz - Waltz 13 postulatów, dotyczących jakości życia mieszkańców Warszawy, poprawy sytuacji w stołecznej edukacji, obniżenia kosztów komunikacji miejskiej, zwłaszcza dla osób starszych. Prezydent Warszawy zadeklarowała, że chce te żądania zrealizować. 

Wszystkie zarzuty i oskarżenia wobec prezydent Gronkiewicz-Waltz odpiera Adam Halicki z PO. Poseł wierzy, że warszawiacy nie odwołają w referendum jego partyjnej koleżanki. Tłumaczy też, dlaczego prezydent stolicy będzie jednocześnie dobrą szefową warszawskich struktur PO. Jego zdaniem, Hanna Gronkiewicz - Waltz jako wiceprzewodnicząca partii poprowadzi ją do zwycięstwa. 

Referendum ws. odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz odbędzie się 13 października. Platforma od początku sugeruje warszawiakom, żeby nie szli tego dnia do urn. Zupełnie inaczej postępuje PiS. Sam Jarosław Kaczyński w publicznych wystąpieniach, jakich ostatnio jest wiele, namawia mieszkańców stolicy do głosowania i wystawienia obecnej prezydent negatywnej oceny. Referendum będzie ważne, gdy do urn pójdzie 29 procent warszawiaków uprawnionych do głosowania.