Boeing południowokoreańskich linii lotniczych Asiana Airlines podczas lądowania uderzył o pas lotniska i stanął w płomieniach. Świadkiem katastrofy był mieszkający w pobliżu Ki Siadatan. "Eksperci z amerykańskiej Rady Bezpieczeństwa Transportu mają już czarne skrzynki Boeinga 777, który wczoraj rozbił się podczas lądowania w San Francisco" - poinformowało RMF FM.

O tym, co widział ze swojego balkonu, opowiedział brytyjskiej telewizji BBC: "Zwróciłem uwagę na to, że samolot nie podchodził do lądowania łagodnie, a wyjątkowo niestabilnie. Można było odnieść wrażenie, że nikt nie ma nad nim kontroli. Kiedy zbliżył się do pasa, usłyszeliśmy głośne 'bum!' i w ciągu kilku sekund samolot całkowicie skrył się w chmurze, która wyglądała na mieszaninę dymu i pyłu" - opowiadał mieszkający w pobliżu lotniska mężczyzna. 

Inna relacja z katastrofy pochodzi z wnętrza samolotu. Jeden z pasażerów, David Eun, zachowując zimną krew, pisał na twitterze: "Właśnie rozbiłem się lądując w San Francisco. Odpadł ogon. Większości (pasażerów) nic się nie stało. Ja jestem OK. To surrealistyczne. Nie czułem się tak od 11 września". Boeingiem leciało 291 pasażerów i 16 członków załogi. Najwięcej, bo 141, było pasażerów z Chin, 77 z Korei Południowej i 61 ze Stanów Zjednoczonych. Na pokładzie nie było Polaków.

Do San Francisco ma dzisiaj przylecieć ekipa południowokoreańskich ekspertów, którzy zbadają przyczyny katastrofy Boeinga 777. "Akcja ratunkowa przebiegła bardzo sprawnie. Na pokładzie nie wybuchła panika" - relacjonował jeden z ocalałych pasażerów, Benjamin Levy: "Było wśród nas było wielu Koreańczyków, którzy nie mówili dobrze po angielsku. Ludzie byli w szoku, część krzyczała, ale dość szybko udało nam się wszystkich uspokoić. Uniknęliśmy wzajemnego tratowania się. Wszystko poszło bardzo sprawnie" - opowiadał Benjamin Levy.