Technologia każdego dnia idzie na przód. Filmy z kinowych ekranów trafiły na taśmy, upowszechniły się na kasetach, a prawdziwe zamieszanie wprowadziły płyty DVD, dzięki którym domowy seans przestał być namiastką wieczoru w kinie. Ale i ich kariera nie trwała wiecznie. Coraz częściej pojawiające się w Internecie nagrania w wysokiej rozdzielczości, do kina domowego trafiły na dwóch nośnikach: HD-DVD i Blu-Ray.

Świat filmu był za mały dla ich dwóch

Rynek nie był na tyle chłonny, żeby przyjąć dwie technologie, co doprowadziło do podziału wśród producentów sprzętu i filmów. Powstały prawdziwe wojenne sojusze. Firmy takie jak Hitachi, LG, Panasonic, Philips, Samsung, Pioneer, Sharp, Sony i Thompson założyły The Blu-ray Disc Foundation. W odpowiedzi Toshiba, NEC, Sanyo, Memory-Tech Corporation w 2004 roku skupiły się wokół HD DVD Promotion Group, które potem poparły m. in. Microsoft, Intel, Warner i Universal. Niektóre studia filmowe, takie jak Paramount postanowiły przez jakiś czas pozostać neutralne i wspierać oba formaty, inne, bardziej przezorne, jak LucasFilm, zdecydowały, że przeczekają to szaleństwo i spokojnie nadal skupiały się na stabilnym wtedy jeszcze rynku płyt DVD.

Machina promocyjna na dobre rozkręciła się podczas premiery na wideo trzeciej części „Shreka”, podczas której promowano odtwarzacze Toshiby. Wydawało się, że w wojnie formatów strategiczną przewagę ma HD-DVD, który był częściowo kompatybilny ze starymi odtwarzaczami, tańszy w produkcji oraz pozbawiony blokady regionalnej, która była zmorą użytkowników DVD. Wszystko zmieniło się w 2008 roku, kiedy studio Warnera zdecydowało się zakończyć wsparcie dla tego formatu i skupić się wyłącznie na Blu-Rayu. Tym samym nośnik popierała już cała szóstka wielkich imperiów medialnych (poza Warnerem są to Disney, Fox, Lionsgate, MGM oraz Sony). Przedstawiciele koncernu tłumaczyli to dobrem klientów – jeżeli wojna formatów miałaby trwać dłużej, ci straciliby jeszcze więcej. Można w to uwierzyć, biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze kilka miesięcy wcześniej firma pracowała nad hybrydowym dyskiem, który miałby być kompatybilny z obiema technologiami. Nie pomogły gwałtowne obniżki cen, którymi Toshiba próbowała zyskać przewagę – mniejsi producenci filmów zaczęli masowo ruszać w ślad za Warnerem. W końcu, w lutym 2008 r., po sprzedaniu miliona odtwarzaczy, Toshiba ogłosiła koniec rozwoju i produkcji HD-DVD.  Ostatnie filmy zapisane na tym nośniku („Druga szansa” z Halle Berry i Benicio Del Toro oraz „Wszystko za życie”) trafiły do sklepów w marcu i, rzecz jasna, zostały praktycznie zignorowane przez widzów, a reszta zapasów wypełniła kosze z przecenami.

Dawno, dawno temu na rynku wideo

Bezlitosna walka Blu-Ray i HD-DVD często była porównywana do podobnego starcia z lat 80., kiedy o miejsce pod telewizorami widzów rywalizowały dwa konkurencyjne formaty kaset. Poza dobrze znanym Polakom VHS, silną pozycję przez jakiś czas miał lepszy technologicznie Betamax. Od znanych nam kaset video Betamax odróżniał wygląd kasety oraz ostrzejszy obraz nagranego materiału (270 linii, przy 240 możliwych na VHS). Wynaleziony w 1975 r. format utrzymał się na rynku do 1988 r. O sukcesie VHS-a przesądziła przede wszystkim niższa cena. Pod koniec lat 80. z wydawania filmów na „becie” zrezygnowało Sony, które w tamtym czasie przymierzało się do przejęcia studia Columbia. Złośliwi zauważają także, że zwycięski format poparli producenci pornografii.

Śmiertelna wojna formatów w epoce pary

Również to starcie nie było pierwszym konfliktem między podobnymi rozwiązaniami. W latach 90. cyfrowe kasety kompaktowe rywalizowały z formatem MiniDisc. Wcześniej w świecie radiofonii AM Stereo walczyło z modulacją szerokości (FM), a jeszcze w latach 70. odbyła się pierwsza wojna płyt z filmami. Dyski CED walczyły z LaserDiscami i VHD. Jak na ironię żaden z dych formatów nie zawojował rynku. Era oglądania filmów w domowym zaciszu rozpoczęła się dzięki kasetom, a na filmy zapisane na płytach masowa widownia musiała zaczekać do XXI wieku.W tym zestawieniu nie można pominąć rywalizacji między fonografami i gramofonami, która toczyła się na początku wieku.

Na dobrą sprawę, wojny formatów towarzyszą technologii od pierwszych poważnych prób ujarzmienia prądu, kiedy elektrycznej hegemonii Thomasa Edisona zagrozili tacy wynalazcy jak Nikola Tesla, czy przede wszystkim George Westinghouse, który przedstawił światu prąd zmienny – tańszy (nie wymagał grubych, miedzianych przewodów) i bardziej efektywny niż prąd stały. Edison broniąc swojej technologii, chwytał się rozmaitych, nie zawsze etycznych rozwiązań. Próbował m. in. przekonać ludzi, że prąd zmienny pochodzi od szatana, oraz demonstracyjnie zabijał zwierzęta, dowodząc, że to niebezpieczna technologia. Skutkiem ubocznym tego konfliktu było opracowanie przez ludzi Edisona krzesła elektrycznego, ale poza więzieniami, odbiorcy prądu zdecydowanie woleli prąd zmienny.

Niebieskie pudełka wypełniły sklepowe półki i jeszcze przez jakiś czas z nich nie znikną. Czy wprowadzenie kolejnej nowinki technicznej rozpocznie wojnę? Część ekspertów jest zdania, że Blu-Ray jest ostatnim fizycznym nośnikiem danych, a jego jedynym realny następcą jest cyfrowa dystrybucja. Jeśli tak by było, również ewentualny konflikt dotyczyłby formatów kodowani obrazu. To na szczęście nie miałoby dla nas żadnego znaczenia, bo wystarczyłyby dwa kliknięcia, żeby pobrać brakujące kodeki.