– Jesteśmy zmuszeni wycofać wojska z ulic, pół armii postawić pod bronią i zamknąć granicę państwową od Zachodu, przede wszystkim z Litwą i Polską. Jesteśmy też niestety zmuszeni wzmocnić granicę państwową z naszą bratnią Ukrainą – mówił białoruski przywódca podczas prorządowego koncertu w Mińsku. – Nie chcę, by Białoruś, Polska i Litwa przekształciły się w teatr działań wojennych, gdzie będą załatwiane nie nasze sprawy – dodawał oraz wzywał Litwinów, Polaków i Ukraińców, by „powstrzymali nierozumnych polityków” i „nie dali wybuchnąć wojnie”.

Część mediów zinterpretowała słowa Łukaszenki wprost jako zapowiedź zamknięcia przejść granicznych, na co Mińsk nie zdecydował się nawet wiosną po wybuchu pandemii. Inni, biorąc pod uwagę kontekst, jako zamiar przesunięcia wojsk na granice. Łukaszenka od wybuchu protestów 9 sierpnia niejednokrotnie deklarował, że takie decyzje zostały nie tylko podjęte, lecz także wcielone w życie. W niedawnym wywiadzie dla rosyjskich mediów państwowych mówił, że przez powrót z Polski opozycyjnie nastrojonych studentów, posiadaczy karty Polaka, musiał otoczyć Grodno w obawie przed agresją państw NATO. Wiele podobnych zapowiedzi nie miało jednak wiele wspólnego z rzeczywistością. Gdyby Łukaszenka rzeczywiście obawiał się polskich sabotażystów, to podczas wizyty w Grodnie byłby chroniony bardziej niż zwykle, a tak nie było.

Podobnie było z zapowiedzią zamknięcia granic. – Rozmawiałem z komendantami placówek, na razie ruch nie został wstrzymany – mówił agencji Delfi Rustam Liubajev, szef Służby Ochrony Granicy Państwowej Litwy. – Ruch na przejściach granicznych odbywa się na bieżąco – potwierdzała Polskiemu Radiu por. Agnieszka Golias z polskiej Straży Granicznej. Białoruscy pogranicznicy początkowo nie komentowali sprawy. Po wielu godzinach ich rzecznik Anton Byczkouski powiedział, że ochrona granicy została wzmocniona jakiś czas temu. Jedynym efektem piątkowych zapowiedzi okazała się… silniejsza kontrola powracających z Polski Białorusinów, którym zaczęto odbierać towary zakupione w naszym kraju, o czym informował Onliner.by.

Polska coraz częściej odgrywa w oficjalnej retoryce władz rolę państwa, które ingeruje w wewnętrzne sprawy Białorusi i zagraża bezpieczeństwu tego kraju. To pewna zmiana w stosunku do okresu kampanii wyborczej, gdy propaganda eksponowała raczej wątki rosyjskie, przekonując w ten sposób Zachód, że ewentualne wsparcie dla opozycji jest równoważne z realizacją scenariusza Kremla. Po wyborach ten wątek zniknął, a Łukaszenka wrócił do dawnych tez o zachodnim spisku. – To przede wszystkim Stany Zjednoczone Ameryki, a konkretnie sieć fundacji wspierających tzw. demokrację. Na kontynencie europejskim aktywnie działały amerykańskie satelity – Polska, Litwa, Czechy i niestety nasza Ukraina – opisywał Łukaszenka podczas środowego spotkania z urzędnikami.

– Czechy od dawna stanowią centrum zasobów, Polska początkowo była inkubatorem mediów (Biełsat, Nexta i inne), a potem stała się platformą alternatywnych organów na wygnaniu – dodawał, nawiązując do białoruskojęzycznego kanału Telewizji Polskiej oraz kanału prowadzonego z Polski przez studenta Sciapana Puciłę. Nexta (od słowa „niechta”, czyli „ktoś”) jest prowadzona na popularnym wśród Białorusinów komunikatorze internetowym Telegram. Z ponad 2-mln audytorium jest największym telegramowym kanałem politycznym na świecie i urosła do miana głównego, choć oddolnego koordynatora protestów. To z Nexty Białorusini dowiadują się o planach weekendowych manifestacji, to tam ostatnio zaczęły być publikowane dane osobowe milicjantów uczestniczących w walce z protestującymi.

Słowa o „organach na wygnaniu” nawiązują do faktu, że to w Polsce znalazła schronienie część nowej emigracji, w tym rodzina niedoszłego kandydata na prezydenta Waleryja Capkały oraz Wolha Kawalkowa i Pawieł Łatuszka z Rady Koordynacyjnej przy Swiatłanie Cichanouskiej. Dodatkowo podczas wizyty tej ostatniej nad Wisłą premier Mateusz Morawiecki przekazał istniejącej od dekady emigracyjnej fundacji Białoruski Dom w Warszawie budynek na nową siedzibę BDW w prestiżowej części polskiej stolicy. Rosyjskie „Otkrytyje Miedia”, związane z byłym oligarchą i więźniem politycznym Michaiłem Chodorkowskim, pisały w czwartek, że i sama Cichanouska rozpatruje wariant przeniesienia się z Litwy do Polski, by właśnie z Warszawy uczynić polityczne centrum nowej, posierpniowej diaspory. Na razie jednak nie ma oficjalnego potwierdzenia takich planów.

Tymczasem szef MSZ Uładzimir Makiej zagroził reakcją w razie, gdyby Unia Europejska uchwaliła sankcje przeciwko białoruskim władzom. Taka decyzja może być podjęta pod koniec tygodnia podczas posiedzenia Rady Europejskiej, choć na razie nie ma na to zgody wszystkich członków UE. Odpowiedź „może dotyczyć i systemu politycznego, i funkcjonowania zagranicznych mediów akredytowanych na Białorusi”, a „hipotetycznie” nawet „utrzymania stosunków dyplomatycznych z tym czy innym krajem”. Pogróżka dotycząca mediów zagraża przede wszystkim rozgłośni Swaboda, która oprócz Biełsatu, Nexty i portalu Tut.by należy do najważniejszych niepaństwowych źródeł informacji. Swaboda, choć zatrudnia białoruskich dziennikarzy, funkcjonuje jako medium zagraniczne zarejestrowane w Pradze.