DEBATA NPBP: NIC NIE BĘDZIE TAKIE SAMO

Jak koronakryzys zmienia gospodarkę

Na ile trwały jest wpływ obecnego kryzysu na kształt współczesnego kapitalizmu? Czy ze względu na napięcia w łańcuchach dostaw nastąpi częściowa relokacja produkcji z Azji do Europy i Ameryki Północnej? Czy pod wpływem zagrożeń klimatycznych oraz zdrowotnych zmieni się model konsumpcji i czy pozwoli on na utrzymanie poprzedniego tempa wzrostu gospodarczego? Odpowiedziom na te i wiele innych pytań poświęcona była debata „Nic już nie będzie takie samo”, przeprowadzona w ramach projektu Nie ma przyszłości bez przedsiębiorczości przez Dziennik Gazetę Prawną

– Nie ma przyszłości bez przedsiębiorczości to nasz sztandarowy projekt, w którym sprawdzamy, jak zmienia się świat i gospodarka, patrząc na nie z perspektywy przedsiębiorców i menedżerów – powiedział Marek Tejchman, zastępca redaktora naczelnego DGP, otwierając spotkanie. A ta perspektywa ulega zmianie. Po doświadczeniach związanych z globalnym koronakryzysem wiele firm chce odejść od długich łańcuchów dostaw i produkcji. Kluczową postacią w biznesie staje się klient i jego oczekiwania „szytego na miarę” produktu, wytwarzanego w niedużych seriach, w zautomatyzowanych zakładach działających blisko odbiorcy.

– Czy jednak zautomatyzowana fabryka, logistyka i sprzedaż są dziś realne? Czy przeniesienie produkcji bliżej domu zmieni model konsumpcji? – zapytał Marek Tejchman.

Uodpornić się na wstrząsy

– Po zakończeniu pandemii na pewno zobaczymy zmiany w łańcuchach produkcji. Po pierwsze, odkryliśmy, jak bardzo jesteśmy zależni od siebie, czy to w przypadku maseczek, czy leków. Po drugie zdaliśmy sobie sprawę, że koronawirus nie jest jedynym wstrząsem, na który łańcuchy produkcji są narażone. Jeśli zmiany klimatyczne będą postępować, czekają nas także pogodowe kataklizmy. Wiele firm będzie teraz myślało, jak się uodpornić i zdywersyfikować bazę dostawców. Ankieta wśród japońskich przedsiębiorstw produkujących w Chinach pokazała, że jedna czwarta z nich była zależna od jednego dostawcy i nie miała planu B – oceniła prof. Beata Javorcik.

Jej zdaniem automatyzacja pozwoli przenieść produkcję z Azji do krajów, w których koszty pracy są wyższe, gdyż dzięki robotom nie będą one już miały tak dużego udziału w cenie produktu. Na to nakłada się dyskusja w Unii na temat podatku węglowego wobec produkcji pozaunijnej. Według ekonomistki EBOR jest to szansa dla naszego regionu oraz wielu branż, np. meblowej, bardzo silnej w Chinach ale także w Polsce. Realna jest więc sytuacja, gdy kupujący online klient, klikając na stronie internetowej będzie uruchamiał proces produkcyjny w pełni zautomatyzowanej fabryce. Dzięki temu szybciej dostanie lepsze meble, w pełni dopasowane do swoich potrzeb.

Kryzysy mają to do siebie, że przyspieszają megatrendy, na pewno więc nastąpi przyspieszenie automatyzacji. Drugim trendem będzie przeciwdziałanie zmianom klimatycznym

– To już się dzieje. Od co najmniej 10 lat coraz ważniejszy w procesach produkcyjnych jest przepływ informacji. Od magazynu surowców do magazynu produktów płyną dane, a to oznacza, że można już teraz produkować szyte na miarę produkty. Może jeszcze nie w ciągu godzin, ale w ciągu 1–2 dni, w zależności od branży. Ten kryzys, tak jak każdy, tylko przyspieszył pewne procesy – dodał Paweł Dobrowolski.

„Dobry” kryzys

Zdaniem głównego ekonomisty PFR, biorąc pod uwagę poziom konsumpcji, mamy w Polsce relatywnie „dobry” kryzys. Poprzednie, które dobrze się dla Polski skończyły, miały miejsce w latach 1997 (kryzys azjatycko-rosyjski) oraz 2008 (globalny kryzys finansowy).

– Szoki gospodarcze dotykają państwa na różnym poziomie rozwoju, ale to, co odróżnia państwa bogatsze, to fakt, że mają one sposoby na zmniejszenie ich kosztów, rozłożenia pomiędzy grupami społecznymi, regionami czy rozłożenia w czasie. Możliwy jest więc chwilowy spadek aktywności, ale nie jest to przerwanie rozwoju gospodarczego. Wszystko wskazuje na to, że ten kryzys będzie dla nas dobry, bo stajemy się krajem rozwiniętym i nabyliśmy podobną odporność – ocenił Paweł Dobrowolski.

W jego ocenie wynika to także ze struktury gospodarczej. Polska uniknęła oligarchizacji gospodarczo -politycznej, widocznej w krajach, które przeprowadziły szybką masową prywatyzację. Wynikało to w dużej mierze z niekonsekwencji kolejnych polskich rządów, ale w sumie zaowocowało różnorodną strukturą, którą tworzą zarówno koncerny zachodnie, jak i coraz większe firmy rodzinne, a także bardzo duży sektor MSP.

– Co powinniśmy zrobić by, jak mawiał Winston Churchill, nie zmarnować dobrego kryzysu? – pytał redaktor Tejchman.

– Jako, że jestem przedstawicielem PFR, zacznę od państwa. Takich instytucji jak PFR jest na świecie 600–800, czyli 2–3 na każdy kraj. Musimy mieć instytucjonalną zdolność, na poziomie makro, reagowania na zewnętrzne szoki. To pozwoli firmom nie zrywać połączeń gospodarczych i realizować działania w dłuższym terminie – ocenił Paweł Dobrowolski. Dodał też, że oprócz inwestowania w automatyzację produkcji coraz ważniejszym narzędziem przewagi konkurencyjnej staje się zarządzanie przepływem informacji od klienta do procesu produkcyjnego.

Patrzeć długoterminowo

Czy kryzys będzie „dobry”, jeśli chodzi o plany inwestycyjne polskich firm? Z jednej strony przedsiębiorstwa, które mają duże zasoby finansowe i trwałe źródła przychodów, mogą wykorzystać okazję do przejęć. Z drugiej jednak strony podejmowanie decyzji w sytuacji kryzysu obarczone jest sporym ryzykiem.

– Mamy w Orlenie wieloletnią strategię i na wszystkie wydarzenia, które dzieją się w Polsce, w Europie i na świecie, patrzymy długoterminowo. Trudno byłoby inaczej, biorąc pod uwagę cykl życia naszych aktywów produkcyjnych oraz to, że znajdują się one w kilku krajach, a sprzedaż odbywa się w ponad 100. Racjonalnie patrząc, powinno się inwestować w takich momentach jak teraz – gdy kapitalizacja większości firm spada. Dla całego świata tak duży kryzys, jaki wywołała pandemia koronawirusa, był zaskoczeniem. Trudno było przewidzieć taki rozwój wypadków i tak daleko idące konsekwencje dla praktycznie wszystkich światowych gospodarek. Mimo skomplikowanej sytuacji PKN Orlen nie rezygnuje z zaplanowanych inwestycji i chcemy je zwiększyć prawie dwukrotnie w porównaniu z tymi, które PKN Orlen realizował kilka lat temu – zapowiedział Zbigniew Leszczyński.

Wszystko wskazuje na to, że ten kryzys będzie dla nas dobry, bo stajemy się krajem rozwiniętym i nabyliśmy odporność

Zdaniem członka zarządu PKN Orlen nowa sytuacja pokazała, że trzeba zachować zdrową równowagę między globalizacją a korzyściami związanymi z bezpieczeństwem dostaw w przypadku lokalizacji produkcji w kraju. Inwestycje w petrochemię są więc również gwarancją dla polskich i europejskich przedsiębiorców, że będą mieli zapewniony stały dostęp do produktów chemicznych, a Polska z rynku importera stanie się eksporterem. Należy jednak działać, zachowując bezpieczny dystans pomiędzy opłacalnością ekonomiczną a bezpieczeństwem logistycznym i produkcyjnym. Orlen szuka nowych rozwiązań i technologii, związanych z obsługą maszyn, urządzeń i instalacji, buduje centrum badawczo -rozwojowe w Płocku (ma być otwarte pod koniec br.), ściśle współpracuje też z polskimi i zagranicznymi naukowcami. Digitalizacja jest również elementem, na który koncern bardzo mocno stawia w detalu.

Zielone szanse i bariery

– Myślę, że paradoksem tego kryzysu jest to, że trudniej przewidzieć, co będzie się działo za pół roku niż za pięć lat. Kryzysy mają to do siebie, że przyspieszają megatrendy, na pewno więc nastąpi przyspieszenie automatyzacji. Drugim trendem będzie przeciwdziałanie zmianom klimatycznym, zarówno pod wpływem presji regulacji Unii Europejskiej, jak i samych konsumentów. W to również warto zainwestować – oceniła Beata Javorcik.

– Zielone technologie będą wymuszone przez to, że polska gospodarka jest dostawcą dla gospodarek zachodnich, przede wszystkim niemieckiej. Firmy stamtąd chcą mieć audyt od polskich dostawców, jaka część zużywanej przez nich energii pochodzi ze źródeł odnawialnych. To może być bariera – zauważył Paweł Dobrowolski.

– Budujemy koncern multienergetyczny, m.in. poprzez wzmocnienie segmentu energetyki, ukierunkowanej na rozwój źródeł nisko– i zeroemisyjnych. W tym celu przejęliśmy Grupę Energa, która jest najbardziej „zielona” spośród wszystkich polskich spółek energetycznych. Budujemy własne kompetencje, co wpisuje się w transformację energetyczną polskiej gospodarki.– dodał Zbigniew Leszczyński.

Potrzeba dobrych informacji

– Jak jednak pogodzić długoterminowe trendy z logiką menedżera, który musi dokonać rozliczenia za pół roku czy rok? – pytał redaktor Tejchman.

Dla całego świata tak duży kryzys, jaki wywołała pandemia koronawirusa, był zaskoczeniem. Mimo skomplikowanej sytuacji PKN ORLEN nie rezygnuje z zaplanowanych inwestycji i chcemy je zwiększyć prawie dwukrotnie

– Koronawirus nie jest pierwszym wstrząsem, którego doświadczyły łańcuchy produkcji. W 2011 r. było trzęsienie ziemi w Japonii i fabryki samochodów w Stanach musiały przerwać produkcję, bo nie miały części. Wtedy to trzęsienie ziemi zostało uznane za coś, co się nie powtórzy, więc nie warto nic zmieniać. Jednak obecny kryzys jest inny – mamy nie tylko koronawirusa, ale też amerykańsko-chińską wojnę handlową i nie wiemy, jak się potoczy sprawa protekcjonizmu. Oba typy wstrząsów są w sta nie wrócić. Instynkt samozachowawczy powinien więc menedżerom podpowiedzieć, że należy zająć się odpornością firm produkcyjnych. I myślę, że firmy ratingowe, które je oceniają, także będą taką presję wywierać – powiedziała Beata Jovorcik.

Oceniła też, że po kryzysie pojawi się więcej regulacji w Unii Europejskiej. Zdaniem ekonomistki EBOR w kwestiach takich jak ochrona klimatu „tradycyjne” CSR nie przyniosło spodziewanych efektów. Rządy i instytucje, które pomagają teraz firmom, będą mogły żądać czegoś w zamian, np. audytu energetycznego.

Paweł Dobrowolski zwrócił uwagę na niedostosowanie systemów statystyki publicznej do potrzeb współczesnego świata. Na przykład w danych dotyczących bezrobocia osoba na trzymiesięcznym wypowiedzeniu będzie bezrobotnym za cztery miesiące, a w statystykach pojawi się dopiero za pięć. – Przy tak zmieniającym się świecie to już archeologia. Za chwilę wszystkie kasy fiskalne w Polsce będą w trybie rzeczywistym informowały o sprzedaży. Wszystkie informacje typu inflacja, sprzedaż w branżach, zatrudnienie czy wynagrodzenia jesteśmy w stanie raportować w czasie rzeczywistym. Ekonomiści już dziś czerpią informacje z danych typu zużycie elektryczności, które są dostępne w trybie dziennym, a nawet godzinowym. Zużycie energii koreluje się w 60–80 proc. z aktywnością gospodarczą i to jest już bardzo dobra miara. Chodzi więc o to, abyśmy mieli lepsze dane szybciej – apelował ekonomista PFR.

– Nie moglibyśmy dobrze funkcjonować, gdybyśmy takich danych nie zbierali oraz nie raportowali informacji niefinansowych. Monitorujemy więc sprzedaż na stacjach paliw i rynku hurtowym, sprawdzamy, czy oficjalne raporty pokrywają się z rzeczywistością, i na tej bazie budujemy strategie na przyszłość. Czytać należy też między wierszami, np. jakich produktów, rynków i technologii bronią poszczególne kraje, bo to też jest dla nas ważna informacja. Dane te należy też analizować w kontekście gospodarczego patriotyzmu, szczególnie ważnego w obecnej sytuacji obniżonego popytu. Jednak rozwój nie polega tylko na wzroście produkcji i sprzedaży, ale chodzi też o to, by był inteligentny i mądry w perspektywie wielu lat, czyli odbywał się z poszanowaniem zasad ESG. Przy inwestycjach w aktywa produkcyjne okres zwrotu jest długi – czas życia instalacji jest kilkudziesięcioletni i społeczeństwo oraz inwestorzy chcą wiedzieć, jaki będzie ich wpływ na środowisko i klimat – mówił Zbigniew Leszczyński.

partner