Ks. Kobyliński: Ciekawsza, niż pytanie o wiedzę Jana Pawła II o skandalach seksualnych w Kościele, jest kwestia jak w tej sprawie doradzali mu polscy przyjaciele

autor: Magdalena Rigamonti14.02.2020, 07:47; Aktualizacja: 14.02.2020, 12:22
ks. Andrzej Kobyliński Fot. Maksymilian Rigamonti

ks. Andrzej Kobyliński Fot. Maksymilian Rigamontiźródło: Dziennik Gazeta Prawna
autor zdjęcia: Maksymilian Rigamonti

O wiele ciekawsza niż pytanie o wiedzę Jana Pawła II o skandalach seksualnych w Kościele jest kwestia odpowiedzialności jego bliskiego otoczenia. W jaki sposób doradzali w tej sprawie papieżowi polscy przyjaciele?

Każdy biskup i arcybiskup w Polsce ukrywał pedofilię?

Do 2007 r. chyba każdy, po 2007 r. większość, po 2013 r. pewnie pół na pół, a po 2016 r. – radykalnym zaostrzeniu przepisów przez papieża Franciszka – niewielu. Oczywiście jeśli ukrywanie rozumiemy jako nieprzesyłanie do Watykanu dokumentów dotyczących księży pedofilów.

Jakich dokumentów?

Świadectw ofiar. Od 2001 r. istnieje w Kościele prawny obowiązek przekazywania do Watykanu informacji o przestępstwach pedofilskich księży. Jeśli biskup lub przełożony zakonny dowie się choćby o prawdopodobieństwie nadużycia seksualnego wobec osoby nieletniej księdza czy zakonnika, musi niezwłocznie przeprowadzić wstępne dochodzenie i potem przesłać dokumenty do sekcji dyscyplinarnej watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary. W latach 2005–2013 za tak rozumiane tuszowanie pedofilii papież Benedykt XVI zdymisjonował ok. 80 biskupów.

Magazyn 14 lutego 2020

Magazyn 14 lutego 2020

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Żadnego w Polsce. Ksiądz studiował w Rzymie. Kiedy ksiądz się zorientował, że Kościół zaczyna coś wspominać o problemie pedofilii?

Przełom w moim życiu nastąpił 22 lata temu. Od 27 czerwca do 18 lipca 1998 r. uczestniczyłem w Rzymie w kursie formacyjnym zorganizowanym przez Stolicę Apostolską dla rektorów i wykładowców seminariów duchownych. W ramach tego szkolenia mogłem słuchać m.in. wykładu kard. Josepha Ratzingera, ówczesnego prefekta Kongregacji Nauki Wiary. Ważne słowa skierował do uczestników kursu kard. Darío Castrillón Hoyos, pochodzący z Kolumbii prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa, który mówił m.in. o wielkim problemie pedofilii w Kościele katolickim.

Ale co mówił? Przyglądajcie się, sprawdzajcie?

Nie, raczej: kiedy wrócicie do swoich seminariów, koniecznie się tym zajmijcie, bo to decyduje o przyszłości Kościoła katolickiego. Proszę sobie wyobrazić taką sytuację: robię doktorat z filozofii na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, pod koniec studiów mieszkam przez rok w malowniczej Umbrii i nasycam się niezwykłym pięknem tego regionu Włoch. Wracam do Polski i w 1998 r. zostaję wykładowcą w seminarium duchownym w Płocku, a rok później obejmuję funkcję prorektora do spraw wychowawczych na tej uczelni. Zaczynam otwarcie mówić o pedofilii, molestowaniu seksualnym, tożsamości seksualnej, homoseksualizmie. Na początku nie wiedziałem, że zderzę się z wielką i twardą górą lodową. Kompletnie nie znałem skali tych problemów na Mazowszu i w całej Polsce. Trochę nieświadomie otworzyłem puszkę Pandory. Szybko okazało się, że jeden z moich poprzedników na stanowisku prorektora do spraw wychowawczych wykorzystywał seksualnie młodych chłopców. O tym wielkim skandalu pisały media ogólnopolskie w 2007 r. W internecie są dostępne obszerne opracowania, które zostały wówczas opublikowane m.in. na łamach „Rzeczpospolitej”, „Gazety Wyborczej”, tygodnika „Wprost”.

Co się teraz z nim dzieje?

Pracuje duszpastersko na Mazowszu, ale nie sprawuje żadnej funkcji kościelnej. Głosi kazania, spowiada, udziela komunii świętej.

Dzieciom też?

Pewnie też. I chyba większości ludzi jest wszystko jedno. Dominuje obojętność i święty spokój. Gdy pod koniec lat 90. zaczynałem wojnę z pedofilią, jednym z największych problemów był brak pisemnych świadectw ofiar. Prawie nikt nie chciał poruszać tego tematu. Strach paraliżował. Nikt nie chciał narazić się władzy kościelnej. Po kilku latach brutalnych sporów w wieku 39 lat wylądowałem na pewien czas w domu księży emerytów.

Za karę?

Chodziło o wyciszenie różnych skandali. Miałem sobie sprawę przemyśleć. Proszę pamiętać, że przez dziesięciolecia w kręgach kościelnych w Polsce i na świecie funkcjonowało niezwykle wąskie rozumienie niewłaściwych zachowań seksualnych. Owszem, dostrzegano problem, jeśli dochodziło do gwałtu, do pełnego obcowania płciowego. Natomiast tzw. inne czynności seksualne nie miały w zasadzie żadnego znaczenia. Pamiętam prawdziwą wojnę o to, żeby wykorzystywanie seksualne rozumieć szeroko. Były szokujące opinie niektórych profesorów teologii, którzy przekonywali mnie, że niewłaściwy dotyk czy nieodpowiednie słowa o charakterze seksualnym to nic złego. Dość często w kręgach kościelnych mówiono, że ktoś kogoś podszczypuje albo np. że ksiądz pyta o dziwne rzeczy na spowiedzi. Używano eufemizmów, które dziś nazwiemy po prostu molestowaniem seksualnym. W tamtych czasach nie istniały nawet takie pojęcia. W seminarium przez sześć lat moich studiów w latach 80. ani słowa nie było o pedofilii, molestowaniu czy homoseksualizmie. Te słowa po prostu nie funkcjonowały w naszym języku. Nie było pojęć do nazywania pewnych zjawisk. Taka ciekawostka: to, co nazywa się teraz kulturą homoseksualną czy postawami homoseksualnymi, w tamtych czasach w kręgach kościelnych nazywano czasami zniewieścieniem. Przypisywano nawet żeńskie imiona niektórym zniewieściałym mężczyznom, młodym klerykom.

Mówiliście do nich „Anka”, „Helka”?

Bądź „Hanka”. Dobrze wiemy, że tak długo, jak o czymś nie mówimy, tak długo ta rzeczywistość w pewnym sensie nie istnieje. Często powtarzam za Wittgensteinem: granice mojego języka są granicami mojego świata. W diecezji płockiej przełom nastąpił w 2007 r. Powstały pierwsze pisemne zeznania ofiar molestowania seksualnego ze strony duchownych. Dokumenty dotyczące nadużyć seksualnych popełnionych przez kilku księży zostały przesłane do Watykanu. Wszystko wskazuje, że to pierwszy taki przypadek w naszym kraju po 2001 r. Niestety, w latach 2001–2007 można mówić o powszechnym tuszowaniu pedofilii w polskim Kościele. Wiele spraw z tego okresu wymaga wyjaśnienia. W tamtym czasie, w 2005 r., mniej więcej pół roku po śmierci Jana Pawła II, moje głębokie gardło watykańskie – mówiąc kolokwialnie – uchyliło przede mną rąbka tajemnicy. Wówczas poznałem dużą część tych treści, które kilkanaście lat później opisał w swojej książce „Sodoma” Frederic Martel. Musiałem się z tym zmierzyć. Byłem w szoku. Musiałem się zastanowić nad swoim miejscem w Kościele jako instytucji. Dzisiaj o tym mówię na chłodno, prawie bez emocji, ale wtedy bardzo to przeżyłem.

To głębokie gardło watykańskie to urzędnik, ksiądz?

Bardzo wpływowy włoski duchowny. Miałem z nim kontakt od końca lat 90.

Po co on to księdzu mówił? Chciał, żeby ksiądz coś z tym zrobił, próbował oczyszczać Kościół?

Nie. To były rozmowy intelektualne, próba zrozumienia procesów dziejowych zachodzących w Kościele. Zrozumienia, jak różne formy zła mogą stawać się złem strukturalnym i jak mogą prowadzić do dekompozycji instytucji.


Pozostało 75% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Reklama

Komentarze (8)

  • Kuba(2020-02-16 17:14) Zgłoś naruszenie 00

    jest gradient ważności sprawa. najpierw była komuna a potem ********* i to jest zrozumiałe.

    Odpowiedz
  • Stefan(2020-02-16 10:51) Zgłoś naruszenie 32

    Każdy, ma doradców, ale to on a nie doradcy odpowiadają za określone decyzje.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Mmmm(2020-02-15 20:43) Zgłoś naruszenie 42

    Ks. Kobyliński to wspaniały i szlachetny człowiek.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • husyta(2020-02-15 08:44) Zgłoś naruszenie 10

    ,, Spowiedź" tego księdza to pół prawda pół ściema, a już kłamstwem jest że wymienione gazety były pierwszymi które pisały o tej zabójczej sekcie. Wymienione gazety kradły artykuły Faktom i Mitom(zżynały czasami kropka w kropkę),oraz gazeta J. Urbana-Nie, pisały wiele lat wcześniej! Jak już skandale z pedofilią się ,,wylały" to wymienione gazety zaczęły ,,wspólnym frontem" opisywać ten temat....

    Odpowiedz
  • Chrześcijanin lat 70(2020-02-15 07:53) Zgłoś naruszenie 43

    Ależ on miał wiedzę i był polakiem ! Po co te zasłony dymne ?! Nikt się na to nie da nabrać !

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie