Ostatnie dwa dni pokazały, że polityka w Sejmie zaczyna przypominać ten mechanizm. Na przykład taka ustawa znosząca 30-krotność. Projekt wniesiony do Sejmu został wycofany, ale nadal mówi się, że gdzieś jest. W zeszłym tygodniu jeden z polityków PiS powiedział nam, że projekt do Sejmu trafi, ale go nie opuści. I w zasadzie tak się stało.

Po tym, jak okazało się, że na skutek twardej postawy Porozumienia i politycznego dojrzewania lewicy projekt nie ma szans, PiS wycofał go. Chodziło oczywiście o to, by nie zaczynać drugiej kadencji rządów od spektakularnej porażki. Ale teraz znów słyszymy, że projekt może w jakiejś wersji powrócić za jakiś czas. Jako żywo jak wspomniany kot.

Przykład drugi to kandydat do Trybunału Konstytucyjnego. Dwójka Krystyna Pawłowicz i Stanisław Piotrowicz wydaje się pewna, ale trzeci kandydat to istny kot Schroedingera – jest, ale go nie ma. Najpierw była nim Elżbieta Chojna-Duch, teraz Robert Jastrzębski, ale pudełko zostało otwarte i już ich nie ma.

To pokazuje, że partia Jarosława Kaczyńskiego nie może zaliczyć politycznego startu w nową kadencję do zbyt udanych. Coś się zacięło w sprawnym na ogół politycznym mechanizmie. To o tyle dziwne, że wydaje się, że to moment negocjacji koalicyjnych i tworzenia rządu był tym, w którym dochodziło do największych napięć i potknięć. Rutynowy dla partii rządzącej drugą kadencję z rzędu rozbieg Sejmu okazuje się jednak dużym politycznym problemem. Możliwe, że to efekt wielobarwności parlamentu wybił partię rządzącą z rytmu. To by znaczyło, że linia podziału nie jest już wybitnie prostym PiS-em i anty-PiS-em, i ta forma politycznej sceny powoli będzie odchodzić w przeszłość. Ale jaka będzie nowa, za wcześnie jeszcze prorokować.