statystyki

Szczerek: Wyleźmy już z tej piwnicy. Niemiec nie przyjedzie na kompradorze i nas nie zje

autor: Ziemowit Szczerek22.10.2019, 05:34; Aktualizacja: 22.10.2019, 06:09
Tak, piwnica była zawsze. Wcześniej, oczywiście, były „moherowe berety”, nieszczęśliwe, bo atak nie powinien iść w ludzi. Było „dorzynanie watah”, rzucone przez Sikorskiego. Kaczyński jednak już dawno przebił i Sikorskiego, i Tuska. I nawet Palikota. Wojna w Polsce toczy się dziwna: nie na kamienie i kije. Idzie na mrożkowskie pilne obserwowanie drugiej strony i pisk: o, ty mi grozisz! O, ty.

Tak, piwnica była zawsze. Wcześniej, oczywiście, były „moherowe berety”, nieszczęśliwe, bo atak nie powinien iść w ludzi. Było „dorzynanie watah”, rzucone przez Sikorskiego. Kaczyński jednak już dawno przebił i Sikorskiego, i Tuska. I nawet Palikota. Wojna w Polsce toczy się dziwna: nie na kamienie i kije. Idzie na mrożkowskie pilne obserwowanie drugiej strony i pisk: o, ty mi grozisz! O, ty.źródło: ShutterStock

"Od 10 lat siedzieli w piwnicy w oczekiwaniu na koniec świata” – taki nagłówek przeczytałem na Facebooku czy Twitterze. „To o nas” – pomyślałem od razu. Chodziło generalnie o to, że gdzieś w Holandii z zabitej dechami piwnicy wypełzł brodaty i niedoczyszczony facet. Doczłapał do najbliższego baru, zamówił pięć piw i je wypił. Jedno za drugim. Dopiero wtedy powiedział barmanowi, że uciekł człowiekowi, który przetrzymywał go w niej od dziesięciu lat i że trzyma tam też więcej osób. Siedzieli, bo przywódca grupy wmówił im dziesięć lat temu, że tylko tak mogą przetrwać koniec świata. „To o nas” – pomyślałem.

Dzień po wyborach byłem w Białymstoku. Wszędzie wisiały wielkie wyborcze płachty z Jackiem Żalkiem z PiS. Wisiał tak nad miastem z uśmiechem Jokera i z serduszkiem nad literą „Ż”. Myślałem – zapewne stereotypizując – że gdyby zobaczyli ten plakat i tego pięknego Żalka z serduszkiem chłopcy z Jagiellonii Białystok i zrzeszonych z nimi narodowców i nacków, to by go pogonili i pogromili. Tak jak uczestników Marszu Równości. Ale w powyborczym Białymstoku nic złego nie wisiało w powietrzu. Ani trochę.

Dziwna wojna trwać może długo, ale po serii eskalacji ludzie koniec końców odkryją, że w gruncie rzeczy niewiele ich różni

Na Podlasiu, gdzie generalnie panowała o wiele szersza zgoda co do tego, czy PiS powinien rządzić czy nie – wszystko wyglądało dobrze i miło. Złota polska jesień korzystała z podzwrotnikowego powietrza, które w październiku jakimś cudem zbłądziło nad Polskę, a krajobraz był wręcz sielski. Rude babie lato, dzieciaki wygrzewające się w słońcu na przyciętej trawie, odpicowane miasto i tłum zadowolonych z siebie mieszczan w centrum. Wieczorem miałem spotkanie z Kąckim i Nogasiem. Przyszła raczej lewicowa bańka. Nie ukrywałem tego, co sądzę o PiS, ale również i tego, co sądzę o Platformie. Mówiłem, że zwycięstwo PiS to dramat, ale że coś jednak robią, a po bezwładnej i pogubionej PO raczej trudno się tego spodziewać. Mówiłem, że po kadencji PO, gdyby jakimś cudem wygrali, PiS mógłby wrócić nie tylko na białym koniu, ale na słoniu. I to z Konfederacją u boku. Kilka osób wyszło.

Na drugi dzień rano wyszedłem pod bar „Grodno”. Starszy pan zapytał, czy mam ogień. Podałem mu. Po drugiej stronie ulicy, na wielkim plakacie, jokerzył się Żalek. Z serduszkiem.


Pozostało jeszcze 80% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (3)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie