statystyki

Pełzająca centralizacja. To dlatego dochodzi do starć na linii rząd-samorząd

autor: Grzegorz Osiecki, Tomasz Żółciak05.10.2019, 08:00
Polska 1

Polska 1źródło: ShutterStock

Czy pod rządami PiS staliśmy się państwem bardziej scentralizowanym niż za czasów PO-PSL? Choć nie doszło do zmian ustrojowych oraz nie wprowadzono zasadniczych zmian w funkcjonowaniu państwa, to eksperci nie mają wątpliwości, że odpowiedź na to pytanie musi być twierdząca. A skoro tak, to siłą rzeczy do największych tarć dochodzi w relacjach rządu z samorządem.

– To raczej pełzająca centralizacja – ocenia Dawid Sześciło z Instytutu Nauk Prawno-Administracyjnych Uniwersytetu Warszawskiego. – Nie powtórzyliśmy rozwiązania węgierskiego, bo tam z samorządu została wydmuszka, ale u nas lokalnym władzom powoli odbiera się kompetencje, przydusza się je finansowo. Te mechanizmy mają budować coraz większą zależność od centrum – dodaje. Antoni Dudek, politolog z UKSW, wskazuje, że PiS otwarcie krytykuje samorząd. – Przekonuje, że jest zanadto rozbudowany, że szerzą się patologie i w związku z tym trzeba dążyć do konsolidacji władzy państwowej. Choć to jeszcze plany, bo w programie wyborczym zapisano wzmocnienie wojewodów – wskazuje.

Jedną z inicjatyw, która wyjątkowo rozdrażniła PiS, było opublikowanie w czerwcu tego roku „21 tez samorządowych”. Włodarze domagają się m.in. większej swobody w decydowaniu o sprawach lokalnych – również w sferze podatków czy zniesienia narzuconej przez obecny parlament dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. – Ta inicjatywa dowodzi, że opozycja używa samorządu do walki politycznej. A przecież władze lokalne i centralne to jeden organizm, który musi sprawnie funkcjonować – przekonuje Radosław Fogiel z PiS.

Na pytanie, czy jego partia scala zarządzanie krajem, odpowiada: – Uważamy, że silne i sprawne centrum nie jest czymś złym. Chodzi o to, by, jak stwierdził Jarosław Kaczyński, państwo „nie było słabe wobec silnych i silne wobec słabych” – tłumaczy.

Przykładami działań mających mniej czy bardziej centralizacyjny charakter można sypać jak z rękawa. Samorządowcy wymieniają przejęcie przez rząd kontroli nad wojewódzkimi funduszami ochrony środowiska (obracającymi miliardami złotych rocznie), zwiększenie kompetencji kuratorów oświaty (bez ich zgody samorząd nie może decydować np. o likwidacji czy przekształceniu szkoły), nieudaną próbę wzmocnienia przez PiS regionalnych izb obrachunkowych (ustawę zawetował prezydent, samorządowcy podkreślali, że po nadaniu nowych uprawnień RIO mogłyby podważać niemal każdy wydatek samorządu i w ten sposób utrudniać prowadzenie lokalnej polityki), odebranie marszałkom obowiązku wypłacania 500+ osobom mieszkającym za granicą (teraz zajmują się tym wojewodowie, efektem jest sprawniejsze rozdzielanie pieniędzy) czy przejęcie przez państwo ośrodków doradztwa rolniczego (przymusowe przekształcenie samorządowych osób prawnych w państwowe osoby prawne).

Koronnym przykładem centralizacji jest powołanie do życia molocha, jakim są Wody Polskie. To instytucja zarządzająca zasobami wodnymi w kraju (wcześniej robiły to podległe marszałkom regionalne zarządy melioracji i urządzeń wodnych) czy zatwierdzająca taryfy za wodę uchwalane przez lokalnych radnych.

– Wody Polskie musiały powstać, bo taki obowiązek nakłada na nas unijna ramowa dyrektywa wodna. Inaczej nie moglibyśmy korzystać ze środków UE – przekonuje Daniel Kociołek z WP. Dzięki wprowadzeniu zlewniowego systemu zarządzania zasobami wodnymi (Wody Polskie mają 392 jednostki organizacyjne, których obszary działania są dostosowane do granic wyznaczanych przez rzeki) państwo może dziś prowadzić „kompleksowe i spójne działania”, jak np. projekt „Stop suszy”. Kociołek przypomina, że Wody Polskie pełnią też funkcję regulatora stawek opłat za usługi wodociągowo-kanalizacyjne, a więc „chronią przed nieuzasadnionymi podwyżkami za wodę i ścieki”. – O sprawności Wód Polskich świadczy zatrzymanie zrzutu ścieków do Wisły w Warszawie po awarii Czajki. WP są autorem koncepcji budowy awaryjnego rurociągu i koordynatorem przedsięwzięcia – dodaje.

Mijająca kadencja z perspektywy relacji rząd–samorząd upłynęła więc pod znakiem reorganizacji kompetencji, z naciskiem na przekierowanie ich w stronę centrum. To dlatego, zdaniem Sześciły, w Polsce lokalnej panuje teraz atmosfera nerwowego wyczekiwania. – Ludzie zastanawiają się, czy po wyborach nie dojdzie do próby ostatecznego starcia z władzami terytorialnymi – wyjaśnia ekspert. Samorządowców niepokoi to, że są zaskakiwani zapowiedziami polityków PiS, zwłaszcza tymi, które dotyczą korekt podziału administracyjnego kraju. Przypominają pomysł stworzenia metropolii warszawskiej, wyodrębnienia województwa warszawskiego z Mazowsza czy utworzenia nowych regionów, np. województwa środkowopomorskiego.


Pozostało jeszcze 66% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (4)

  • Zib(2019-10-05 10:46) Zgłoś naruszenie 55

    Centralizacja wobec internacjonalizmu brukselskiego, jest jedyną szansą zachowania tożsamości narodowej w tym katolickiej. Światowemu lewactwu jest to kością w gardle!

    Odpowiedz
  • green(2019-10-05 10:33) Zgłoś naruszenie 42

    POKO oficjalnie boi sie mowic przed wyborami ze dazy do rozbicia dzielnicowego kraju- z wiadomym z historii rezultatem

    Odpowiedz
  • Analityk(2019-10-05 12:51) Zgłoś naruszenie 21

    Państwo PO istniało tylko teoretycznie więc wszystko inne jest automatycznie centralizacją

    Odpowiedz
  • POlityk europejski (2019-10-07 09:25) Zgłoś naruszenie 00

    Państwa narodowe muszą upaść w UE!

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie