statystyki

Parafianowicz: PiS w międzynarodowym składzie porcelany

autor: Zbigniew Parafianowicz04.10.2019, 05:23; Aktualizacja: 06.10.2019, 09:54
Zbigniew Parafianowicz

Zbigniew Parafianowiczźródło: DGP
autor zdjęcia: Wojtek Gorski

Jak każda kolejna ekipa, PiS mówi o ambitnych projektach na tak wysokim poziomie, że najpewniej pozostaną tylko odważnymi - choćby i słusznymi - wizjami.

Magazyn DGP. Okładka. 4 października 2019

Magazyn DGP. Okładka. 4 października 2019

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

S ilne relacje z mało wiarygodnym prezydentem USA, rezygnacja ze wspólnotowej retoryki w polityce europejskiej, brak stosunków z Rosją w połączeniu z rosnącym w szybkim tempie uzależnieniem od węgla z tego kraju, ograniczanie się do zarządzania kryzysem w relacjach z Ukrainą, utrata zainteresowania Mołdawią, która jest kluczem do bezpieczeństwa na południowo-wschodniej flance NATO, brak treści w relacjach z Białorusią i fetyszyzacja mitycznego Międzymorza, które na razie pozostaje tworem potencjalnym – bilans w polityce zagranicznej uprawianej przez PiS to seria paradoksów, improwizacji, niezrealizowanych zapowiedzi, przestrzelonych analiz i wysp błyskotliwości. Minione cztery lata w polskiej dyplomacji to specyficzny postmodernizm – epoka rozmontowywania pojęć, które do niedawna traktowano jak prawdy objawione („Europa musi mówić jednym głosem”, „Niemcy to nasz najważniejszy sojusznik”, „Polska ma misję na Wschodzie”, „Kapitał nie ma narodowości”). I produkt czasów, w które partia Jarosława Kaczyńskiego doskonale się wpisała.

Dylemat skoczka

O ile dla Berlina i Paryża wybór Donalda Trumpa w 2016 r. na prezydenta USA był kłopotem, o tyle dla polskiej prawicy okazał się wielką szansą. Polityk operujący manichejską wizją świata, w której kogoś się lubi lub nie (o Polsce mówi, że lubi), coś jest dobre albo złe, wspaniałe lub straszne – doszedł do władzy dzięki podobnym mechanizmom, które w 2015 r. zapewniły sukces wyborczy PiS. Mimo wyraźnej sympatii do Władimira Putina Trump konsekwentnie podejmuje decyzje o wzmacnianiu sił amerykańskich w Polsce. Władze w Warszawie robią wszystko – i za wszelką cenę – by ten trend podtrzymać, a opozycja nie bardzo może je na tym polu krytykować. Prezydent USA – niezależnie od niskiej wiarygodności – pozostaje najważniejszą postacią w rozmowach o wschodniej flance NATO. Jest jednak dokładnie tak, jak powiedział w niedawnym wywiadzie dla „Kultury Liberalnej” Radosław Sikorski: „Stany Zjednoczone są dla Polski sojusznikiem strategicznym, ale to relacja jednostronna”. Były szef MSZ trafnie porównał Polskę do skoczka na szachownicy. I jest to określenie absolutnie trafne, choć Warszawa sama sobie tej roli nie wybrała i nie ma znaczenia, jakie barwy partyjne reprezentują polskie władze. Skoczek ma pewne unikalne możliwości: może atakować hetmana, pozostając poza jego zasięgiem, mimo że jego własny zasięg jest ograniczony. Równocześnie łatwo może zostać związany przez inne bierki, co często ogranicza mu pole manewru. Dokładnie tak samo jest z Polską na arenie międzynarodowej.


Pozostało jeszcze 62% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie