statystyki

Afery i nadużycia władzy. Dlaczego dziś tak niewiele jest w stanie nas oburzyć i wywołać reakcję?

autor: Paulina Nowosielska01.09.2019, 19:00
Straciliśmy wrażliwość na afery. Niczym w kinie akcji, gdzie są strzelaniny i leje się krew, a nam przed ekranem nawet powieka nie drgnie. To, że co chwila słyszymy o nagannych zachowaniach, skutkuje przesuwaniem się granic naszej tolerancji – wyjaśnia Ewa Marciniak

Straciliśmy wrażliwość na afery. Niczym w kinie akcji, gdzie są strzelaniny i leje się krew, a nam przed ekranem nawet powieka nie drgnie. To, że co chwila słyszymy o nagannych zachowaniach, skutkuje przesuwaniem się granic naszej tolerancji – wyjaśnia Ewa Marciniakźródło: ShutterStock

Jest jakiś naród między Bugiem a Odrą, ale obywateli nie widzę – mówi socjolog Radosław Markowski. Wypomina, że lubimy porównywać się do Szwedów czy Holendrów, ale więcej zyskamy, patrząc teraz na Rumunię. Tam temat walki z korupcją wyprowadził na ulice tysiące ludzi, którzy sprzeciwiali się kneblowaniu sędziów. Efekt? Lider postkomunistycznej PSD i najpotężniejszy polityk w kraju trafił do więzienia, choć wcześniej próbował kierować krajem z tylnego siedzenia.

– W Polsce mamy wiceministra sprawiedliwości, który prowadził hejt nie indywidualny, lecz systemowy. Owszem, został zdymisjonowany, ale nie widzę, by jego działania spotkały się ze zdecydowanym sprzeciwem władz i obywateli. Kto jeszcze, w obliczu ostatnich wydarzeń, pamięta o byłym szefie KNF Marku Chrzanowskim czy o milczących blondynkach zatrudnionych w NBP do kontaktu z mediami? – pyta socjolog. I przypomina, że kiedyś, przy okazji porównań z Węgrami, lubiliśmy podkreślać, że u nas jest normalna patologia, a tam patologiczna normalność. – Teraz ta różnica się zatarła – ucina.

Polacy nie reagują w sposób masowy na informacje o kontrowersyjnych działaniach polityków. Dlaczego? – Jakieś 6 mln naszego społeczeństwa to osoby słabo wyedukowane, często poza rynkiem pracy. Uważają, że dobra władza to taka, która daje kolejne świadczenia i zwalnia z podejmowania działań. Ten elektorat zawsze będzie wierny tym, którzy oferują więcej. Mnie jednak interesują pozostałe 24 mln uprawnionych do głosowania. Dlaczego zadowolone z siebie korpoludki, intelektualiści, ludzie kultury, mieszkańcy miast dają władzy milczące przyzwolenie? – pyta Markowski. Jego zdaniem powodów jest wiele: mamy kulturę polskiego katolicyzmu z odkupywaniem grzechów; mamy też niemoralny familiaryzm, który sprowadza się do tradycji załatwiania spraw w gronie kumpelskim, z pogardą dla procedur.

Czy jest coś, co mogłoby to podejście zmienić? – Te 6 mln to ledwo 20 proc. uprawnionych do głosowania. Ich do rządzących zniechęciłby tylko potężny kryzys gospodarczy, którego skutki odczuliby w portfelach. Dla nich konstytucja czy pozycja międzynarodowa Polski nie mają znaczenia. Hołdują narracji: może politycy nadużywają władzy i przywilejów, ale przynajmniej to „nasi” – ocenia Radosław Markowski. – Zastanawiające natomiast, jakim cudem partie centro-liberalne nie mogą zmobilizować własnego elektoratu i przekonać go, że właśnie jest obrażana obywatelska godność. Marszałek Kuchciński z żoną i znajomymi latali na koszt państwa. I napisanie ustawy ma załatwić sprawę? Podobne propozycje słychać od ministra Ziobry. Tylko jak by te przepisy miały brzmieć: „Panowie ministrowie, nie wolno wam zakładać organizacji, która posługuje się metodami gangsterskimi”?

Markowski przekonuje, że właściwe pytanie na dziś brzmi: ile zostało obywatela w Polaku? Bo ostatnie cztery lata, jego zdaniem, to czas wzmożonej pracy krajowych symetrystów, głównie lewicowych. Mamy hejt, loty marszałka, mamy NBP i niejasną sprawę podpisów list do KRS. Ale wcześniej był zegarek Nowaka, były ośmiorniczki i wulgarne rozmowy w restauracji o Polsce. Symetryści mówią: jedni i drudzy są siebie warci. Ale taki symetryzm, zdaniem socjologa, zakłamuje rzeczywistość, bo działa na ludzi demotywująco i demobilizująco. Pośrednio sugeruje, że wszyscy w polityce oszukują i łamią konstytucyjne pryncypia, a tak nie jest.


Pozostało jeszcze 73% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (6)

  • Kpiarz (2019-09-01 19:52) Zgłoś naruszenie 233

    Taka się ukształtowała w Polsce kultura narracji politycznych. Zaczęło się od ".. To wszystko wina Tuska...." poprzez ".. ***** zdradzieckie.." i ".. zdrajcy narodu.." oraz " obywatele drugiej kategorii...". I tak chamstwo pleni się do dziś, i jest go tak dużo że już nic nikogo nie szokuje....... 😁

    Odpowiedz
  • Cb(2019-09-01 21:37) Zgłoś naruszenie 172

    Ważne , że grają PiSKO Polo pod pińcsetę ...

    Odpowiedz
  • jagna(2019-09-01 21:58) Zgłoś naruszenie 123

    jednym słowem, wymiotować się chce !!!!!

    Odpowiedz
  • Stachu(2019-09-01 20:37) Zgłoś naruszenie 112

    Polacy zawierzyli swoje Narodowe interesy Woli Bożej i jej ziemskim przedstawicielom.A że niema reakcji na na dużycia władzy wyżej wymienionych wię myślą że tak ma być.Po Prostu nie myślą samodzielnie.

    Odpowiedz
  • Na razie, pozdrów Kazie(2019-09-02 07:23) Zgłoś naruszenie 42

    Pytanie tylko gdzie był autor tego artykułu jak marszałek Borusewicz latał wyprowadzić psa, sędzia Łączewski umawiał się na obalanie rządu (a potem "honorowo" opowiadał, że ktoś mu się włamał do komputera - w przeciwieństwie np. do ministra Piebiaka) czy jak sędzia Kamińska otwarcie żądała odwetu na ludziach o odmiennych od niej poglądach, nie mówiąc już o sędziach złodziejach ? (oops tzn. roztargnionych ).

    Odpowiedz
  • tak tak(2019-09-03 22:35) Zgłoś naruszenie 00

    Ależ reagują. To dlatego poprzednia ekipa przegrała wybory w 2015.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie