statystyki

Stodolak: Detwitteryzacja polityki [OPINIA]

autor: Sebastian Stodolak30.08.2019, 07:33; Aktualizacja: 30.08.2019, 10:04
Sebastian Stodolak

Sebastian Stodolakźródło: Materiały Prasowe
autor zdjęcia: Materialy prasowe

Debata publiczna w Polsce zamieniła się – zresztą naśladując trendy światowe, wyznaczane głównie przez prezydenta USA Donalda Trumpa – w niekończącą się serię kąśliwych kłótni na Twitterze. Platforma mająca służyć wymianie myśli zamieniła się w pole bitwy. Za jej pomocą politycy, intelektualiści i dziennikarze nasyłają na wrogów armie wiernych sobie trolli i z rozkoszą przyglądają się „zaorywaniu” (oraz rosnącym zasięgom). Napięcie rośnie, konflikty się zaogniają. Ostudzić je może… zwarcie bezpośrednie. Spotkanie w realu.

Takie zwarcie nie może odbyć się w Sejmie. Izba to element politycznego teatru, w którym każdy musi grać role niestrudzonych bojowników o „najmojsze” racje. Na prawdziwą rozmowę nie ma tam miejsca. Co innego kongresy i fora ekonomiczne. Odbywają się ona zazwyczaj za zamkniętymi, a co najwyżej półotwartymi drzwiami i w luźnej atmosferze. Zjeżdżają na nie politycy, dziennikarze oraz intelektualiści z różnych parafii światopoglądowych. Nie ma tam trolli (zazwyczaj), karmiących się inwektywami oraz z rewolucyjną czujnością pilnujących, by ich pupil nie podał ręki „mordzie zdradzieckiej” bądź przedstawicielowi „watahy”. Dzięki temu wrogowie mogą od forumowego święta spotkać się twarzą w twarz. Więcej! Na jednym panelu dyskusyjnym, bankiecie czy w przerwie na kawę redaktor „Gazety Polskiej” może porozmawiać z publicystą „Newsweeka”, nie domyślając się z początku, z kim ma do czynienia. Potem, gdy się już sobie przedstawią i poznają o sobie tę straszliwą prawdę, odrobinę trudniej będzie się im nienawidzić. Dlatego chociaż fora i kongresy – przynajmniej ich oficjalne części – wyglądają na niezobowiązujące pogaduszki, to owo gadu-gadu łagodzi, a przynajmniej potencjalnie może łagodzić polityczne obyczaje.

Bezpośrednia rozmowa i podanie sobie ręki naprawdę działają cuda i godzą ze sobą przeciwników. Świadkiem historia. W Wigilię 1914 r. na zachodnim froncie I wojny światowej doszło do niezwykłej sytuacji – alianccy i niemieccy żołnierze nie tylko zawiesili ogień, lecz nawet zaczęli się bratać. Niemcy dali Brytyjczykom piwo, Brytyjczycy Niemcom pudding. Rozgrywano mecze piłkarskie. Rozejm przeciągnął aż do Sylwestra.


Pozostało jeszcze 61% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie