Komisja Europejska zaproponowała zmiany zasad wypłacania m.in. zasiłków obywatelom UE, którzy pracują w innym państwie unijnym niż kraj pochodzenia, jeszcze w 2016 r. Przepisy regulują, w którym z dwóch państw i od jakiego momentu osobie takiej przysługują różne świadczenia.

Propozycja KE była odpowiedzią na zarzuty populistów w wielu zachodnioeuropejskich państwach UE, którzy twierdzą, że wolny przepływ osób w UE powoduje imigrację zasiłkową i otwiera drogę do nadużyć i wykorzystywania systemów socjalnych przez imigrantów z uboższych państw unijnych.

Wypracowane 19 marca porozumienie z udziałem KE, Parlamentu Europejskiego i przedstawicieli państw UE zakłada wydłużenie z trzech do sześciu miesięcy okresu, w którym obywatel unijny może pobierać zasiłek dla bezrobotnych z kraju, w którym ostatnio rezydował (po wyjeździe do innego kraju w celu poszukiwania pracy).

W przypadku pracowników transgranicznych (czyli osób mieszkających w jednym kraju Unii i dojeżdżających codziennie do pracy w sąsiednim kraju unijnym) za wypłacanie zasiłku dla bezrobotnych powinno odpowiadać państwo, w którym pracownik przepracował ostatnio co najmniej 6 miesięcy. W takim przypadku pracownik mógłby "eksportować" swoje świadczenia przez maksymalnie 15 miesięcy.

Dla Polski szczególnie ważne były jednak inne przepisy. Chodzi o zapisy dotyczące tego, jakie reguły będą obowiązywały firmy czy pracowników wykonujących działalność w kilku państwach UE, np. kierowców lub budowlańców. Projekt przewidywał, że stosowanie ustawodawstwa dotyczącego zabezpieczenia społecznego byłoby zależne nie od siedziby firmy, ale np. od tego, gdzie wypracowywane są w największym stopniu obroty czy gdzie najdłuższy jest czas pracy.

"To taka +czapa+ nad przepisami o delegowaniu, która ma jeszcze mocniej je zaostrzyć" - wskazuje w rozmowie z PAP jeden z polskich dyplomatów zaangażowanych w rozmowy. Według niego przyjęcie tych rozwiązań mogłoby bardzo mocno ograniczyć możliwość delegowania pracowników z Polski na obecnych zasadach. Tysiące firm znad Wisły, które teraz delegują swoich pracowników na Zachód, musiałyby przenieść składki do innych krajów UE, gdzie zwykle są one wyższe.

Źródła unijne podały, że Polska kwestionowała też regułę, zgodnie z którą pracownik lub osoba samozatrudniona musiałaby najpierw podlegać co najmniej trzymiesięcznemu okresowi składkowemu w swoim kraju, zanim mogłaby być wysłana do pracy w innym państwie członkowskim.

Już po wysłaniu do innego kraju maksymalny okres, w którym pracownik mógłby pozostawać w systemie zabezpieczenia kraju wysyłającego, miałby wynieść 24 miesiące. W przypadku Polski oznacza to zwykle możliwość płacenia niższych składek w kraju, a nie wyższych np. w państwach zachodnich. Przepisy przewidują też co najmniej 2-miesięczy okres przerwy pomiędzy dwoma takimi 24-miesięcznymi okresami zarówno dla osób zatrudnionych, jak i prowadzących działalność na własny rachunek.

Polska według źródeł PAP miała zastrzeżenia do tych rozwiązań, wskazując, że są one nieuczciwe wobec państw, które wysyłają pracowników za granicę. Przedstawiciele władz w Warszawie nie byli również zadowoleni z 35-dniowego okresu (liczonego w dniach roboczych), jaki państwo wysyłające miałoby, aby poinformować kraj przyjmujący pracownika o jego sytuacji dotyczącej zabezpieczenia społecznego.

Ostatecznie Polska - jak wynika z informacji PAP - nie zagłosowała w piątek przeciw tym przepisom, ale wstrzymała się od głosu. Projekt został zablokowany przez Niemcy, Austrię, Danię, Luksemburg, Holandię, Belgię, Szwecję i Czechy. "Bogate kraje członkowskie były niezadowolone z 6-miesięcznego okresu eksportu świadczeń i 15-miesięcznego okresu dla pracowników transgranicznych" - tłumaczy źródło PAP.

To, że propozycja już po negocjacjach trójstronnych nie uzyskała kwalifikowanej większości w Radzie UE, nie oznacza jej pogrzebania. Sprawa może wrócić po wyborach do Parlamentu Europejskiego. Prawdopodobnie potrzebne będą jednak nowe negocjacje co do kształtu przepisów.

Szpitale i szkoły też mogą zarobić na produkcji energii elektrycznej