statystyki

Donbas: Kopalnie, z których uciekają ratownicy

autor: Michał Potocki, Karolina Baca-Pogorzelska10.09.2018, 07:35; Aktualizacja: 10.09.2018, 08:20
W okupowanej części Donbasu życie jest niewiele warte.

W okupowanej części Donbasu życie jest niewiele warte.źródło: ShutterStock

Głodowe pensje, opóźnienia w wypłatach, tragiczne warunki pracy i strach – tak pracują górnicy na okupowanych przez Rosję terenach Donbasu. Wydobywają antracyt, który jako rosyjski trafia m.in. do Polski

Ukraińscy górnicy od wielu lat spoglądali z zazdrością na polskich kolegów pracujących pod ziemią. I nie chodziło tylko o pieniądze, choć polski górnik zarabia dwa razy więcej niż ten ze Wschodu. Do nas przyjechać raczej nie mogą, bo warunkiem pracy w polskiej kopalni jest znajomość języka polskiego.

Czego zazdrościli? Przede wszystkim bezpieczeństwa. Wszyscy tu pamiętają katastrofę w donieckiej kopalni im. Aleksandra Zasiadki z 2007 r., gdzie 1000 m pod ziemią w wyniku wybuchu metanu zginęło 101 osób. – Wtedy w przeciętnej kopalni co miesiąc dochodziło do jakichś wypadków śmiertelnych – mówi nam Maksym Butczenko, pisarz i dziennikarz tygodnika „Nowoje wriemia”, który 12 lat przepracował w kopalni w okupowanych dziś Roweńkach w obwodzie ługańskim. Dla porównania w Polsce w górnictwie węgla kamiennego w 2016 i 2017 r. zginęło po 10 osób, a w 2018 r. jak dotychczas – 13. W kontrolowanej przez rząd w Kijowie części Ukrainy w pierwszej połowie 2018 r. było pięć wypadków śmiertelnych.

Na Ukrainie działa dziś kilkadziesiąt kopalń, choć węgla produkuje się tam mniej niż nad Wisłą (34,9 mln ton w 2017 r. wobec 65 mln ton w Polsce). Na terytorium okupowanym przez Rosjan większość zakładów nie działa. 32 kopalnie zostały celowo zalane, bo nie ma pieniędzy na odpompowywanie wód gruntowych. Przed zalaniem separatyści wywożą z nich wszystko, co da się sprzedać na złom. O tragicznych skutkach ekologicznych zalewania kopalń pisaliśmy na łamach DGP w ubiegłym tygodniu. Ale zamykanie zakładów rodzi też ogromne skutki społeczne. Wiele osiedli w Zagłębiu Donieckim żyje tylko z kopalni. To tzw. monomiasta, w których zakład jest jedynym liczącym się pracodawcą, zapewniającym nie tylko pracę, ale i transport publiczny, przedszkola i szkoły.


Pozostało jeszcze 74% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie