statystyki

"Narodowcy nie, socjaliści nie, chrześcijańscy fundamentaliści nie". Wspólnota nam się rozpada, a my wciąż odkrawamy kolejne części

autor: andrzej andrysiak21.04.2018, 11:00; Aktualizacja: 21.04.2018, 11:05
Andrzej Andrysiak,  zastępca redaktora naczelnego DGP

Andrzej Andrysiak, zastępca redaktora naczelnego DGPźródło: DGP

Pewnie znacie dobrze tę publicystyczną formułę: państwo z dykty. Wyświechtana, ale wciąż, rok po roku, świetnie opisuje naszą państwowość. Niby rządzimy się sami, niby demokratycznie, niby zbudowaliśmy instytucje, mamy kodeksy, regulacje i szczegółowe wytyczne, ale gdy zdarza się nam awaryjna sytuacja, w której nasze państwo powinno zadziałać, okazuje się, że to tylko teoria. Wytyczne są, ale nikt nie przećwiczył ich w praktyce. Instytucje mają szczegółowo rozpisane kroki, ale nie mogą ich realizować, bo akurat wolne i ustawodawca nie wziął pod uwagę, że katastrofy zdarzają się także w niedziele czy święta. Z zewnątrz państwo wygląda normalnie, ściany z dykty są równe, z daleka wyglądają solidnie, ale wystarczy lekki podmuch, by złożyły się jak domek z kart.

Nie, nie o Smoleńsk tym razem chodzi, choć to akurat był najtragiczniejszy objaw naszej państwowej niemocy. Nie tylko państwo mamy z dykty, także nasz naród pod ten opis podpada. Stoimy pod biało-czerwoną flagą, śpiewamy hymn i udajemy, że jesteśmy wspólnotą. A jak przychodzi co do czego, to plujemy na siebie i wyzywamy od zdrajców, bo ani nam wspólnota w głowie, ani wartości, a jedyne, co nam poprawia samopoczucie, to klęska nieprzyjaciela. Bez łączących nas związków, bez przepracowanej historii, bez wspólnej tradycji i wizji przyszłości, prężymy muskuły, a gdy ktoś nam za bardzo bruździ, denerwuje niepomiernie albo po ludzku wkurza samą swoją obecnością, przylepiamy mu emblemat „radykał” i z czystym sumieniem wyłączamy z dyskusji.

Kto państwu stanął przed oczami, gdy pierwszy raz w tym tekście pojawiło się to słowo? Jaki to desygnat za nim stoi, tym razem z krwi i kości, nie wysublimowana intelektualnie idea? Kto jest radykałem? Macierewicz? Kapłan smoleński, który jednym ruchem dłoni, jednym gestem, może wprowadzić swój lud w amok i wysłać do boju? A może Palikot, biznesmen z politycznymi aspiracjami, z wielką inteligencją i taką samą bezwzględnością, obrzucający przeciwników błotem z cierpliwością godną spraw najważniejszych? Może Kaczyński, popadający w groteskę nieudolny dyktatorek? Albo Tusk, cynik i zdrajca, co dla własnych korzyści sprzedałby każdego? Te epitety są jak najbardziej na miejscu, bo tak właśnie myślimy o przeciwnikach – wszystko, co najgorsze. Bez niuansowania, dzielenia włosa na czworo, prosto i w łeb.


Pozostało jeszcze 74% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (1)

  • Kpiarz (2018-04-21 21:56) Zgłoś naruszenie 31

    Czyli wszyscy są "be". Panie redaktorze, odnoszę wrażenie iż brakło Panu motywacji /oprócz finansowej/, aby zakończyć artykuł czymś konstruktywnym lub chwytliwym podsumowaniem. Postaram się pomóc. Stwierdził Pan że jest wiele grup o różnych poglądach, ostro się zwalczających i to nie przebierając w słowach i środkach. I tu czytelnik oczekuje podsumoeania lub puenty. To podpowiem. Proszę dopisać pytanie, czysto retoryczne z resztą. Kto jest takim geniuszem że potrafił w ciągu dwu lat podzielić taki bohaterski naród ma małe grupki zwalczające się bez przebierania w środkach. Zdrówka życzę Panie redaktorze.!

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie