Największe zmiany czekają wiceministrów w randze podsekretarzy – mają zasilić szeregi urzędników. Z naszych wyliczeń wynika, że ok. 80 z nich zostanie włączonych do korpusu służby cywilnej. – Wszelkie zmiany, które prowadzą do zmniejszenia korpusu politycznego, a tym samym zwiększenia szeregów merytorycznych urzędników, są dla mnie jak najbardziej słusznym kierunkiem – komentuje dr Stefan Płażek, adwokat i adiunkt z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Z takim zastrzeżeniem, że nie są to politycy pochowani na stołkach urzędniczych. A tego w tym przypadku się obawiam – dodaje.

Urzędnik – wiceminister

Z naszych informacji wynika, że podsekretarze będą mieli status pracowników służby cywilnej, którzy otrzymają powołanie na stanowisko wyższe niż dyrektor departamentu. – Wiceminister w nowej roli będzie nadzorował pracę tych departamentów, które przygotowują projekty ustaw i rozporządzeń. Inaczej mówiąc – realizujących program rządu – tłumaczy prof. Bogumił Szmulik, radca prawny, ekspert ds. administracji publicznej. – Już obecnie wielu wiceministrów to bardzo często fachowcy z określonej dziedziny, którzy nie wypowiadają się na tematy polityczne, ale zajmują się urzędniczą pracą – dodaje.

Eksperci wskazują, że rząd wybrał model służby cywilnej zbliżony najbardziej do niemieckiego. – Tam funkcjonują sekretarze ministrów i właśnie takie stanowisko mogłoby być stworzone dla obecnych wiceministrów. To są funkcje urzędniczo-polityczne, które służą koordynowaniu spraw urzędniczych związanych z realizacją rządowego programu – mówi prof. Jolanta Itrich-Drabarek z Uniwersytetu Warszawskiego, były członek Rady Służby Cywilnej. – W Niemczech po zmianie rządu te osoby odchodzą w stan spoczynku i w tym okresie otrzymują przez pewien czas uposażenie. Takie rozwiązanie ma zapobiec korupcji – podkreśla prof. Itrich-Drabarek.

Powołanie i odwołanie

Pojawia się też pytanie o formę zatrudnienia. Wiceministrowie w randze podsekretarzy stanu, wchodząc do korpusu służby cywilnej, byliby, tak jak dyrektorzy, powoływani, z pominięciem konkursów. Takie rozwiązanie funkcjonuje wobec dyrektorów departamentów od 23 stycznia 2016 r. (ustawa o zmianie ustawy o służbie cywilnej oraz niektórych innych ustaw – Dz.U. z 2016 r. poz. 34). Profesor Bogumił Szmulik tłumaczy, że w przypadku dyrektorów rzadko sięga się obecnie po rozwiązanie konkursowe, choć takie sytuacje były np. w Ministerstwie Cyfryzacji, które poszukiwało specjalistów na rynku. Najczęściej jednak na stanowiska dyrektorskie trafią osoby z polecenia politycznego i podobnie będzie przy obsadzaniu stanowiska superdyrektora przez byłych wiceministrów – podsekretarzy.

– Z pewnością należy rozważyć wprowadzenie limitu tworzenia stanowisk dla sekretarzy stanu na jedno ministerstwo. Teraz jest zalecenie, aby wprowadzać ograniczenia, ale po pewnym czasie o tym się po prostu zapomni. Tak czy inaczej nie podoba mi się wtłaczanie podsekretarzy do służby cywilnej, bo to całkowicie zaprzecza jej apolityczności – przekonuje prof. Krzysztof Kiciński, były wiceprzewodniczący Rady Służby Cywilnej.

Bez oceny i przygotowania

Podsekretarze, którzy otrzymają posady pracowników służby cywilnej na stanowiska np. sekretarza ministra, będą musieli spełnić tylko podstawowe wymogi, czyli nie być karanym, posiadać wykształcenie wyższe i kompetencje kierownicze. Tak samo jak z dnia na dzień taka osoba zostanie zatrudniona, również w ten sam sposób straci pracę. Dodatkowo identycznie jak przy powołaniu dyrektorów departamentów nie będzie podlegać pierwszej ocenie, a także cyklicznej, sporządzanej co dwa lata ocenie okresowej dla pozostałych członków korpusu. Zwolniona też będzie ze służby przygotowawczej do pracy w korpusie i egzaminu kończącego ten kurs.

– Ci podsekretarze przeniesieni do służby cywilnej przypuszczam, że będą funkcjonować na wzór dyrektorów departamentów, ale będą od nich odpowiednio więcej zarabiać. Może teraz po tych zmianach dojść do takiego paradoksu, że podsekretarz stanu w nowej roli i sekretarz stanu – parlamentarzysta będą zarabiać znacznie więcej od swojego szefa ministra – mówi prof. Jolanta Itrich-Drabarek. Jak zapowiedział premier, sekretarze stanu, którzy pełnią mandat poselski, mogliby otrzymywać część swojego uposażenia parlamentarnego (50–60 proc.).

Według niej fikcją jest mówienie, że nie będzie nagród dla podsekretarzy, którzy przejdą do służby cywilnej. Tam dla wszystkich członków musi być na bonusy wydzielone co najmniej 3 proc. środków na wynagrodzenia.

– Nie można zawrzeć przepisu, że podsekretarze, którzy wchodzą do służby cywilnej, nie mają prawa do nagród, które są przewidziane dla wszystkich. Takie rozwiązanie byłoby nielegalne – mówi prof. Walerian Sanetra, były sędzia Sądu Najwyższego.

– Trzeba zaznaczyć, że nagrody w służbie cywilnej nie są niczym nielegalnym, ale te przyznawane ministrom i wiceministrom już tak, bo nie ma jasnej podstawy prawnej do wypłacania takich bonusów, które tak naprawdę rekompensują niskie uposażenie – dodaje.

Premier zapowiedział, że bonusów za jego kadencji ma nie być. O tym jednak, czy w jakimś ministerstwie przyznać nagrodę, czy też nie, decyduje dyrektor generalny wspólnie z ministrem. W przepisach nie da się zapisać takiego zakazu, ale można nieformalnie naciskać na ministrów, aby nie przyznawali nagród podsekretarzom w służbie cywilnej. 

OPINIA

To będzie upolitycznienie służby cywilnej

Rozwiązaniem wątpliwym z ustrojowego punktu widzenia jest „przeszeregowanie” podsekretarzy stanu do służby cywilnej. Ustawa zasadnicza przesądza w art. 153 ust. 1, że w urzędach administracji rządowej działa korpus służby cywilnej w celu „zapewnienia zawodowego, rzetelnego, bezstronnego i politycznie neutralnego wykonywania zadań państwa”. Tymczasem zarówno sekretarze stanu – którzy mogą być równocześnie parlamentarzystami – jak też podsekretarze stanu z natury swoich funkcji są wyrazem czynnika politycznego w aparacie państwowym. Należą do ścisłego kierownictwa każdego z resortów. Stąd też w większości państw są uznawani za pion polityczny administracji.

Przedstawiona propozycja nie stanowi też rozwiązania problemu zbyt dużej liczby wiceministrów. Nie przewiduje bowiem wprowadzenia mechanizmów, które limitowałyby ich liczbę. Przykładowo można by przyjąć, że w każdym ministerstwie jest jeden sekretarz stanu i od jednego do trzech podsekretarzy (zależnie od wielkości ministerstwa). Zaproponowane „mechaniczne” ograniczenie o 20–25 proc. obecnej liczby nie zapobiega przecież powrotowi do niej lub nawet jej przekroczeniu z upływem czasu. Trudno też w ramach służby cywilnej zrealizować postulat pozbawienia podsekretarzy stanu prawa do nagród za rzetelne wykonywanie swojej pracy. Należy raczej przemyśleć możliwość przyznania osobom spoza stolicy – na wzór parlamentarzystów – dodatku na wynajęcie mieszkania.