statystyki

Czy polskiej gospodarce grozi przegrzanie?

autor: Jakub Kapiszewski, Marek Chądzyński18.02.2018, 20:00
Ekonomia, gospodarka, biznes

Jeśli można wyciągnąć lekcję z historii globalnej gospodarki, to taką, że przegrzania należy się bać.źródło: ShutterStock

Kondycja naszej gospodarki jest dobra. Ale niektórzy mówią już, że grozi nam przegrzanie. Czy to w ogóle możliwe? I czy grozi Polsce?

Ledwo przyzwyczailiśmy się do dobrych informacji o stanie gospodarki, a niektórzy już zaczynają straszyć, że jest za dobrze. Do dyskusji publicznej wraca dawno niesłyszany i złowrogi termin: przegrzanie.

Zetknęli się z nim w tym miesiącu m.in. ci, którzy otrzymują ekonomiczne informacje z Citi Handlowego. „Gospodarka może być na najlepszej drodze do przegrzania – czytamy w opracowaniu. – Wskazuje na to mieszanka szybkiego wzrostu popytu krajowego, barier podażowych, ożywienia w strefie euro oraz akomodacyjnej polityki gospodarczej. Nie dostrzegamy sygnałów, które zapowiadałyby zacieśnienie fiskalne lub monetarne w horyzoncie najbliższych dwunastu miesięcy”. Innymi słowy, dobrze jest nie tylko w Polsce, ale też u naszych partnerów z Europy, co oczywiście nam pomaga. Co więcej, nic nie wskazuje, żeby ten stan miały zaburzyć nagłe zmiany w polityce Narodowego Banku Polskiego czy rządu (pod postacią zacieśniania pasa).

– I co z tego? Jak gospodarka może się przegrzać, skoro dopiero teraz zaczęła kręcić się na dobre? – mógłby ktoś przytomnie zapytać. Takie postawienie sprawy wydaje się uzasadnione, bo brak gwałtownej recesji na przestrzeni ostatnich trzech dekad wytworzył w nas wrażenie, że będzie się ona rozwijać bez przerwy, aż zbliżymy się do poziomu Zachodu. W rzeczywistości jednak gospodarka rozwija się w sposób cykliczny, gdzie po okresach wzrostu następują okresy spowolnienia. Te ostatnie najczęściej biorą się stąd, że gospodarka się przegrzała.

Piekarz nie ma chleba

Teoria ekonomii mówi tak: przegrzanie gospodarki to stan, w którym popyt globalny – czyli zapotrzebowanie na towary i usługi wszystkich podmiotów w gospodarce, zarówno gospodarstw domowych, jak i przedsiębiorstw – rośnie szybciej niż wartość produkcji. Innymi słowy: ludzie i firmy chcą kupować więcej, niż jest w stanie zaoferować gospodarka. A ponieważ nastroje są dobre, nikt nie będzie odkładał decyzji o zakupach na później – jak by miało to miejsce przy słabej koniunkturze.

– Przykład, który dość dobrze oddaje tę sytuację i w związku z tym dość często podaję go swoim studentom: przychodzą państwo do piekarza po chleb, ale on już wszystko sprzedał. Wobec tego ma dwie możliwości: albo piec więcej, albo podnieść ceny. Przy czym to pierwsze rozwiązanie jest możliwe tylko wtedy, jeśli będzie miał surowce do produkcji i pracowników. Jeśli nie, po prostu podniesie ceny. W kontekście innych produktów rosnący popyt może zostać zaspokojony towarami z zagranicy. W ten sposób powiększa się import – tłumaczy dr hab. Piotr Maszczyk ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.


Pozostało jeszcze 84% treści

2 dostępy do wydania cyfrowego DGP w cenie
9,80 zł Za pierwszy miesiąc.
Oferta autoodnawialna
PRENUMERATA 2020

Reklama

Komentarze (5)

  • prawnik(2018-02-18 20:48) Zgłoś naruszenie 42

    Nic nie wskazuje na taki stan. Nie miałem problemu z dostępem do jakiegokolwiek dobra, którego niezbędnie potrzebowałem (prócz dostępu do usług - lekarza). Nie zaobserwowałem nadprogramowych kolejek ani w małych sklepach, ani galeriach handlowych. Przeciwnie styczeń i luty były dość senne - każdorazowo parkowałem bliżej obiektu, niż w grudniu. Obsługiwani również nie narzekali na nadmiar zamówień, lecz na zatory płatnicze (nie wiem, czy w statystyce to wychodzi, ale na mej małej próbce dostrzegam większą ilość formalnych upadłości/ i zamkniętych firm). Powodem narzekań była za to liczba rąk do pracy - w kontekście tego, że młodzi ludzie się (zdaniem moich rozmówców), kompletnie do niczego nie nadają. Nie widzę "przegrzania". Raczej widzę, że rozwijamy się wolniej, niż powinniśmy. I to w momencie światowej hossy. Boję się, co będzie, gdy na świecie przyjdzie bessa...

    Odpowiedz
  • Rawat(2018-02-18 21:31) Zgłoś naruszenie 20

    Przegrzanie = ktoś drukuje za dużo hajsu... :) Cykliczność jest wynikiem inflacyjnej polityki pieniądza fiducjarnego. Któryś z banków mających 1% rezerw (żart i uproszczenie) boi się, że za dużo nadrukowali...

    Odpowiedz
  • aksel(2018-02-19 05:17) Zgłoś naruszenie 20

    "przegrzewanie gospodarki" kolejna urojona teoria z czasów ekunoma Leszka B. Pamiętam jak na wyszło bokiem schładzanie gospodarki. Ale tak jest jeśli w tym kraju obwołuje się ekspertem ekonomii kogoś, kto na swoim koncie ma same porażki ekonomiczne za wyjątkiem samowzbogacenia.

    Odpowiedz
  • tfuuuuu(2018-02-18 21:34) Zgłoś naruszenie 12

    Przepraszam a co to jest gospodarka narodowa 3 RP? Czy chodzi o spółki skarbu państwa dotowane z podatków publicznych w otoczeniu około 2 milionów urzędników samorzadowo-rządowych wspierających rządzącą sektę pisowską? Najpierw trzeba stworzyć gospodarkę ażeby mówić o przegrzaniu.

    Odpowiedz
  • StAAbrA(2018-02-18 21:33) Zgłoś naruszenie 02

    Jeśli para idzie w gwizdek - a idzie - to nie będzie żadnego przegrzania . Co najwyżej obciach . Jak zwykle .

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie