Nazwa Belgijskiej Międzynarodowej Agencji Inwestycyjnej (SBI - Societe Belge d'Investissement International) pojawiła się w dokumentach, które wyciekły z dwóch firm oferujących usługi finansowe w 19 oazach podatkowych. Dokumenty te - "Paradise Papers" - przeanalizowało Międzynarodowe Konsorcjum Dziennikarzy Śledczych (ICIJ).

SBI powstała, by wspierać belgijskie inwestycje za granicą. Największym akcjonariuszem agencji jest belgijski skarb państwa, udziały mają w niej także banki. Portal FlandersNews informuje, że SBI jest jednym z właścicieli InfraAsia Development, spółki z siedzibą na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych, powszechnie uznawanych za raj podatkowy. Ta azjatycka firma jest zaangażowana w projekt portowy w Wietnamie, który - jak podaje portal - "przyciągnął duże zainteresowanie Belgów, w tym króla Filipa i byłego premiera Belgii (Jean-Luc) Dehaene, którzy odwiedzali miejsce (inwestycji) w przeszłości".

O sprawie poinformowały gazety "Le Soir", "De Tijd" i "Knack". Według doniesień medialnych agencja ma udziały w azjatyckiej spółce od 20 lat, mimo że Brytyjskie Wyspy Dziewicze są na belgijskiej "czarnej liście" rajów podatkowych.

Media wskazują też, że jeden z byłych menedżerów SBI - Hans D'Hondt - jest obecnie szefem belgijskiej służby podatkowej. D'Hondt przyznaje, że jest to sytuacja krępująca, ale wskazuje, że decyzja inwestycyjna została podjęta na długo przed tym, gdy kierował agencją. Belgijski minister finansów Johan Van Overtveldt domaga się szybkiego wyjaśnienia sprawy.

Z "Paradise Papers" wynika, że wiele najważniejszych osób na świecie transferowało pieniądze do rajów podatkowych. Dotyczy to m.in. członków gabinetu i doradców prezydenta USA Donalda Trumpa, rodziny prezydenta Rosji Władimira Putina czy współpracowników premiera Kanady Justina Trudeau. W śledztwie pojawiły się też nazwiska celebrytów, m.in. Madonny i Bono, jak również nazwy międzynarodowych korporacji czy instytucji finansowych związanych z brytyjskim dworem królewskim.