statystyki

Wojna polsko-polska wszystkim jest na rękę. Zwłaszcza politykom

autor: karolina lewestam21.10.2017, 16:00; Aktualizacja: 21.10.2017, 17:14
I Tusk, i Kaczyński od początku rozumieli, że tylko projekcja świętej wojny na wspólnotę obywateli pozwoli im na trwanie w polityce

I Tusk, i Kaczyński od początku rozumieli, że tylko projekcja świętej wojny na wspólnotę obywateli pozwoli im na trwanie w polityceźródło: ShutterStock

Rozprzężenie, a jednak wojna. Jak jest naprawdę? Ogromna część naszych konfliktów to zwykła demokratyczna jatka, wpisana w ten jakże piękny i frustrujący system. Wojna czasem bywa. Natomiast nasza opowieść o niej trzyma się metafory wojny jak pijany płotu, niezależnie, czy akurat grzmią armaty, czy trwa wesoły piknik.

Wyobraźmy sobie kogoś, kto dziś – dzięki interwencji boskiej lub innowacyjnemu podejściu lekarzy – po kilku latach budzi się ze śpiączki. Delikwent otwiera oczy, zdezorientowany patrzy na kalendarz i od razu pyta nas: „No i co tam w Polsce?”.

Co byśmy mu odpowiedzieli?

Jak to co? My, wierni konsumenci mediów, podsłuchiwacze rozmów w tramwajach i użytkownicy facebooków czy twiterów odpowiedź na to pytanie mamy gotową co najmniej od dwóch lat. Ano wojna w Polsce! Wojna polsko-polska, proszę pana – mówilibyśmy. Tu dziś brat bratu wilkiem! Jedno antydemokratyczne stado pod flagą Polski Walczącej plądruje kraj, zagryza niezależne sądy i obsikuje pradawną Puszczę Białowieską. Drugie stado, tocząc z pysków pianę równie obfitą, rzuca się na pierwsze i chaotycznie gryzie je w pęciny, skamląc za swoim samcem alfa, który pogonił do Brukseli. Po polskiej ulicy, niech pan ma to w pamięci, wychodząc ze szpitala, już się nie chodzi, na polskiej ulicy się walczy – o prawdę (na miesięcznicach smoleńskich), o prawa kobiet (na czarnych marszach), o sprawiedliwość (paląc świece pod sądami). Proszę wybrać stronę, mówilibyśmy z przejęciem do wybudzonego, zanim wilki pana zagryzą w bitwie.

– To okropne – zawołałby wybudzony. – Trzeba jak najszybciej zakończyć tę wojnę!

– Tak, tak, no właśnie, oczywiście, że tak – przytaknęlibyśmy mu. Ale o wiele mniej gorliwie, niż można by się spodziewać.

Bo prawda jest taka, że ta wojna wszystkim nam jest na rękę. I nie daj Bóg, żeby się skończyła – bo wtedy koniec z nami.

Z kamerą w okopach

Zanim podejmiemy się analizy ciemnych pragnień, jakie wojna polsko-polska zaspokaja w kraju nad Wisłą, przyjrzyjmy się bliżej samej podejrzanej. Czy ta wojna naprawdę się toczy? Wydaje się, że owszem, tak. I trwa na tyle długo, że zapomnieliśmy, jak się zaczęła. Może już z chwilą zerwania rozmów koalicyjnych między PO i PiS w 2005 r. Może dopiero w czasie ośmioletnich rządów PO, gdy zmęczenie rosnącym rozdźwiękiem między pełną sukcesów narracją liberalnych elit a faktycznymi losami wykluczonych ekonomicznie i światopoglądowo obywateli w końcu doprowadziło do zaskakującej konsolidacji różnorakich prawicowych tendencji. Początkiem wojny mogła być katastrofa smoleńska. Ale najprawdopodobniej tak naprawdę zaczęła się w chwili, gdy różnej maści przeciwnicy PiS otrząsnęli się z chwilowego rigor mortis po wyborach w 2015 r. i masowo wyszli na ulicę w obronie Trybunału Konstytucyjnego, uświadamiając sobie, że wcale nie są domyślną klasą obywateli, jak im się dotąd zdawało, ale zwykłą grupą interesu politycznego, której racje nie są wcale oczywiste i która, żeby przetrwać, musi jak inni iść na barykady.

A gdzie można tę wojnę zobaczyć? Wszędzie. Oglądamy ją co jakiś czas w Sejmie, w którym to opozycja okupuje mównicę w obronie wolnych mediów, śpiewając „Mury” Kaczmarskiego, to znów rozjuszony szef partii rządzącej krzyczy w opozycyjne „zdradzieckie mordy”, które ośmieliły się wspomnieć jego brata: „...zamordowaliście go, jesteście kanaliami”.

Można też wyjść na ulicę, gdzie obie strony regularnie nawołują do anihilacji – moralnej, politycznej, społecznej – swoich przeciwników. Na 76. miesięcznicy smoleńskiej, choć równie dobrze mógłby to być cytat z 65. czy 80., Kaczyński mówił: „[wrogowie] chcą walczyć dalej. Chcą przeciwstawić się prawdzie o Smoleńsku i uczczeniu pamięci ofiar. Wobec tego wyzwania musimy stanąć z całą determinacją i odrzucić ich pseudoprawne i pseudonormatywne działania”. Wystarczył jeden rzut oka na jego zaciętą twarz, żeby zrozumieć, że „stanąć z całą determinacją” to eufemizm: chciałby ich rozpędzić ogniem, mieczem i służbami. Można by mnożyć podobnie zaangażowane cytaty z celebrycko-politycznych wystąpień na dawniejszych demonstracjach skompromitowanego dziś KOD-u, gdzie metaforyka wojenna ustawiała zwykle PiS w roli najeźdźcy, a Polskę „demokratyczną” jako plądrowany kraj. Najzwięźlej ujęła to Agnieszka Holland: „Demokracja jest jak powietrze. Odbierają nam ją i niedługo zaczniemy się dusić w tym smogu”. Czyli nie dość, że jest wojna, to jeszcze wróg podle stosuje broń chemiczną.


Pozostało jeszcze 81% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Komentarze (4)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie