statystyki

Independencia. Okno możliwości, które zostanie wykorzystane

autor: Bartłomiej Niedziński02.10.2017, 07:36; Aktualizacja: 02.10.2017, 08:59
Kataloński rząd zachęcał wszelkimi sposobami do głosowania, partie przeciwne secesji wzywały do jego zbojkotowania, więc w ciemno można założyć, że większość stojących w kolejkach przyszła tu mając w głowie słowo „Independencia”.

Kataloński rząd zachęcał wszelkimi sposobami do głosowania, partie przeciwne secesji wzywały do jego zbojkotowania, więc w ciemno można założyć, że większość stojących w kolejkach przyszła tu mając w głowie słowo „Independencia”.źródło: PAP/EPA
autor zdjęcia: QUIQUE GARCIA

Po niepodległościowym głosowaniu w Katalonii spodziewano się, że Barcelona i Madryt zaczną szukać kompromisu. Starcia z policją mogą jednak zahamować ten proces. Hiszpański rząd przegrał to referendum jeszcze zanim zaczęto liczyć głosy. Albo nawet zanim pierwsze z nich wrzucono do urn. Co z tego, że w świetle prawa referendum jest niezgodne z konstytucją, zatem nielegalne, skoro w świat poszły obrazy funkcjonariuszy Guardia Civil rozpędzających pałkami ludzi, którzy chcieli wziąć udział w plebiscycie na temat przyszłości swego kraju, i poturbowanych leżących na chodnikach?

 Lub policjantów wkraczających o świcie do komisji wyborczych i wynoszących z nich w czarnych skrzyniach skonfiskowane karty do głosowania? Albo strażaków formujących żywy kordon, żeby im w tym przeszkodzić?

Po południu władze katalońskie podały, że w starciach rany odniosło 465 osób, choć zapewne nie jest to jeszcze ostateczny bilans. Jeśli rano ktoś miał jeszcze wątpliwości, czy i jak głosować, to nawet mając krytyczny stosunek do rządu Carlesa Puigdemonta, te sceny pomogły się ich pozbyć. Jeśli ktoś uważał, że secesję Katalonii da się powstrzymać, to będzie musiał zmienić zdanie. Może nie nastąpi to od razu, może rozwód potrwa miesiące albo nawet kilka lat, ale wczorajszy dzień zostanie zapamiętany jako punkt zwrotny w skomplikowanych dziejach relacji Barcelony z Madrytem.

Mimo porannych zamieszek, większość punktów wyborczych była otwarta. Wczesnym popołudniem katalońskie władze podawały, że w ponad 70 proc. referendum odbywa się bez przeszkód. Później ta liczba przekroczyła 90 proc. Szkoła La Llacuna del Poblenou w centrum Barcelony była jednym z takich właśnie punktów. Dwóch stojących na przeciwnym rogu funkcjonariuszy z katalońskiej policji Mossos de Esquadra mówi, iż tu od rana było spokojnie i nic niezwykłego się nie wydarzyło. Niezwykła była tylko kolejka, która była tak długa, że musiała zakręcać dwukrotnie. Wczesnym popołudniem, aby oddać głos, trzeba było poczekać 20–30 minut.


Pozostało jeszcze 81% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie