W środę w TV Republika minister Rafalska przypomniała, że zgodnie z obowiązującą od niemal 40 lat dyrektywą, kraje członkowskie nie mają obowiązku wprowadzania swojego ustawodawstwa w zakresie zrównania wieku emerytalnego. "Natomiast Komisja Europejska ma takie kompetencje, że może się pytać i może to monitorować" - zaznaczyła. "Wierzę, że nasze argumenty, które są po naszej stronie, pozbawią tych wątpliwości Komisję. To nie jest żadna dyskryminacja" - dodała.

Poproszona o doprecyzowanie argumentów, Rafalska przypomniała, że wiek emerytalny w Polsce za czasów rządów Donalda Tuska i PO-PSL został podniesiony najpierw w 2009 roku, a potem ponownie w 2013 roku. "Zwykle takie wydłużenie o 5 lat odbywa się w cyklach 10-letnich, po których można analizować sytuację osób ubezpieczonych" - podkreśliła.

"Niech KE spokojnie czeka, mamy cztery tygodnie na odpowiedź i piszemy ją. Upublicznimy ją w tym momencie, w którym KE ją otrzyma" - zapowiedziała.

"Myślę, że traktujmy to nie jako absolutnie dyskryminacyjne praktyki, tylko jako uprzywilejowaną sytuację dla kobiet, które są w szczególnej sytuacji związanej z tym, że wypełniają funkcje opiekuńcze nie tylko wobec dzieci, ale bardzo często też wobec pozostałych członków rodziny" - oceniła.

Od 1 października w Polsce będzie obowiązywać wiek emerytalny sprzed reformy: kobiety będą mogły przejść na emeryturę w wieku 60 lat, mężczyźni - w wieku 65 lat. KE ma wątpliwości co do zróżnicowania wieku dla kobiet i mężczyzn - w jej ocenie jest to dyskryminacja; sugeruje rozpoczęcie procedury wobec Polski, gdy nowe przepisy wejdą w życie.