Wróbel: W szufladzie pusto. W głowach pustawo

| Aktualizacja:
Jan Wróbel / DGP / Wojtek Gorski

Jolanta Fedak, jak głoszą media, tuż przed głosowaniem przeczytała projekt podwyżki płac politykom. Wystarczyło, aby – jako jedyna z PSL – była przeciwko. Szkoda, że pomysł głosowania tylko wtedy, kiedy dobrze przeczyta się wniosek, słabo się w Polsce przyjmuje, nawet w Sejmie.

Jednak nie wpadka leniwych albo niegramotnych kolegów i koleżanek p. Fedak jest istotą „sprawy podwyżek”. Wpadki, bądźmy sprawiedliwi, zdarzają się wszędzie na świecie. Istotą sprawy nie jest też łapczywy pośpiech posłanek i posłów na co dzień pryncypialnie zwalczających PiS, ale od święta (!) gotowych do budowania Koalicji Polskich Spraw. Przykre, niemniej ludzkie. Istotą sprawy jest pustka w szufladzie.

Inicjatywa Zjednoczonej Prawicy była nie do przyjęcia z powodu swojej treści, a nie kierunku, w którym zmierzała. Należy podwyższać pensje ludzi pełniących odpowiedzialne funkcje. Pieniądze politykom po prostu się należą. Tyle że wrzucenie w projekt ustawy oszałamiających podwyżek dla posłów i senatorów niedługo po 20-proc. obniżce, dorzucanie superpłatnego etatu Pierwszej Damy i dosypanie bardzo dużych sum budżetom partii politycznych nie miało uzasadnienia. Posłom należał się powrót do pensji sprzed obniżki. Pierwszej Damie należy się jakiś nieprzesadzony etat. A co do partii politycznych… W instrukcji dla polityków Koalicji Obywatelskiej, opublikowanej przez Onet.pl, czytamy, że dzięki większemu budżetowi „wreszcie” nie będą w think tankach tankować kolesie, lecz eksperci. Pomieszanie z poplątaniem. Jeżeli do tej pory finansowanie partii politycznych przyniosło negatywne skutki, to należy zmniejszyć dotacje, a nie zwiększyć, dając źle działającej instytucji jeszcze większe możliwości złego działania. Co do ministrów i wiceministrów, marszałków obu izb – akurat pełna zgoda, nawet po podwyżkach nie zarabialiby tyle, ile płaci się na rynku za podobną (lub mniejszą) odpowiedzialność. Podobnie na wyrównanie bzdurnej pisowskiej obniżki płac mogliby liczyć samorządowcy.

Krótko mówiąc, biorąc różne względy pod uwagę, partie opozycyjne już dawno powinny mieć swój (wspólny?), lepiej niż pisowski pomyślany projekt prawa regulującego zarobki polityków. I nim powinna opozycja odpowiedzieć na szacher-macher Ryszarda Terleckiego. Opozycja głównego nurtu, z wyłączeniem Konfederacji, Razem, kukizowców i Fedak, odpowiedziała nagłym zrywem „za” i konwulsjami „przeciw”. „Za” prawem niemądrym i irytującym, „przeciw” propaństwowemu rozsądkowi. Tak się działa, kiedy ma się w szufladach, a bodaj i w głowach, pustawo.