Awantura o wynagrodzenia dla polityków spowodowała, że od dawna nierozwiązany problem zarobków, niewspółmiernych do skali odpowiedzialności i nieodzwierciedlających prestiżu sprawowanej funkcji, pozostanie nierozwiązany przez kolejne lata. I to jest największy problem aktualnej sytuacji, a nie to, jakie kwoty zarobków proponowano w ustawie.
Teoretycznie PiS mógłby przeforsować nowe regulacje bez udziału opozycji, odrzucając weto Senatu. I jeszcze wyszedłby z tego obronną ręką, mogąc twierdzić, że jest konsekwentny i nie zmienia zdania o 180 stopni, jak opozycja, oraz że proponuje w końcu systemowe rozwiązania (np. waloryzację wynagrodzeń parlamentarzystów).
Zamiast tego wybrał opcję, by „projekt zakończył swoją historię”, jak to poetycko określił wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki. Co więcej, PiS najwyraźniej się… obraził. Jak słyszę, w tej kadencji nie należy się już spodziewać jakiejkolwiek formy powrotu do tematu podwyżek. – Teraz temat na lata jest nie do ruszenia. Ja już nie zagłosuję za żadnym projektem podwyżek, nieważne, czy będę dalej w opcji rządzącej, czy w opozycji. W tej sprawie nie idzie się po prostu dogadać – załamuje ręce jeden z prominentnych działaczy PiS.