Sąd uniewinnił oskarżonego o atak na byłego kapelana LP podczas protestów przeciwko wycince w Puszczy Białowieskiej

| Aktualizacja:
prawo / ShutterStock

Sąd Okręgowy w Białymstoku uniewinnił w piątek mężczyznę oskarżonego o to, że w 2017 roku, podczas protestów przeciwko wycinkom drzew w Puszczy Białowieskiej, zaatakował ówczesnego kapelana Lasów Państwowych ks. Tomasza Duszkiewicza. Wyrok jest prawomocny.

Incydent miał miejsce 16 sierpnia 2017 roku. Informując wówczas o zdarzeniu, rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku podał, że ks. Duszkiewicz był służbowo w Puszczy Białowieskiej i znalazł się w pobliżu miejsca, gdzie - jak napisano w komunikacie - blokowany był samochód wywożący drewno "przez osoby sprzeciwiające się prowadzeniu ochrony czynnej przed skutkami gradacji kornika drukarza".

Jak relacjonowano, chcąc udokumentować blokadę, duchowny robił zdjęcia telefonem komórkowym. Według tej relacji, w pewnym momencie do księdza podszedł mężczyzna z grupy blokujących (w procesie okazało się, że nie był uczestnikiem tej akcji) i agresywnie zażądał zaprzestania fotografowania. Gdy ksiądz nadal robił zdjęcia, został uderzony w ręce i wypuścił z nich telefon.

"Mężczyzna podniósł telefon i włożył go do kieszeni koszuli księdza, nadszarpując ją i niszcząc materiał. Po tym zdarzeniu pozostałe osoby z grupy blokujących odciągnęły napastnika od księdza" - podał wówczas rzecznik RDLP w Białymstoku. Z ust napastnika miały paść też groźby pod adresem duchownego.

Kapelan zawiadomił policję. Według komunikatu Lasów Państwowych, obdukcja wykazała obrażenia przedramion, na prawą rękę założono duchownemu gipsowy opatrunek i szynę usztywniającą.

Po długim śledztwie Prokuratura Rejonowa w Hajnówce oskarżyła 51-letniego mieszkańca powiatu hajnowskiego, że użył przemocy, by zmusić księdza do zaniechania fotografowania miejsca blokady wycinki drzew w miejscowości Teremiski. Zarzuty obejmowały naruszenie czynności ciała oraz kierowania gróźb karalnych pod adresem duchownego.

Kilka miesięcy temu sąd pierwszej instancji od części zarzutów mężczyznę uniewinnił, co do pozostałych postępowanie umorzył, uznając, że szkodliwość społeczna czynu była znikoma. Apelację złożyła zarówno prokuratura, jak i obrona. Prokuratura chciała uchylenia wyroku i zwrotu sprawy do ponownego rozpoznania w pierwszej instancji, obrona - uniewinnienia od obu zarzutów.

Sąd Okręgowy w Białymstoku zmienił w piątek wyrok w ten sposób, że w pełnym zakresie oskarżonego uniewinnił.

Uzasadniając wyrok, sędzia Marzanna Chojnowska podkreślała, iż sąd miał świadomość kontekstu sprawy: że uczestnikami zdarzenia po obu stronach były osoby diametralnie różniące się w ocenie protestów w Puszczy Białowieskiej i działań protestujących.

Sędzia zaczęła od cytatów z dwóch oświadczeń, które zostały upublicznione dzień po incydencie. Pierwszym było oświadczenie Lasów Państwowych, autorem drugiego - opublikowanego wówczas w mediach społecznościowych - była Danuta Kuroń (wdowa po Jacku Kuroniu), która była świadkiem tych wydarzeń i nazwała incydent "prowokacją". Pisała o fałszywych oskarżeniach i fałszywej obdukcji lekarskiej.

"Oba oświadczenia dotyczą tego samego zdarzenia, ale ich treść i wymowa jest diametralnie różna" - mówiła sędzia Chojnowska. Dodała, że w ocenie sądu oba te oświadczenia "przedstawiały prawdę, ale taką, która jest prawdą tych osób, które te oświadczenia formułowały". Sędzia Chojnowska mówiła o próbie pozostawienia tego kontekstu sprawy (sporu o wycinki w puszczy i związanych z tym protestów) na boku, by nie wpływało to na ocenę materiału dowodowego.

Tuż po incydencie oświadczenie wydali także aktywiści z "Obozu dla Puszczy", którzy organizowali wtedy protesty przeciwko wycince w Puszczy Białowieskiej. Według nich nie doszło do ataku na duchownego, a "wywiązała się dyskusja, która doprowadziła do wymiany słownej" między księdzem a obserwującym protest mieszkańcem powiatu hajnowskiego - przeciwnikiem wycinki. Zaznaczyli przy tym, że nie jest to osoba związana z "Obozem dla Puszczy".

"Nie doszło do fizycznego ataku, nie doszło do przekroczenia nietykalności osobistej żadnego z uczestników. Rzecz działa się zaledwie kilka metrów od przebywającej na terenie protestu policji i straży leśnej, która w przeciwnym razie podjęłaby interwencję" - napisali aktywiści w oświadczeniu opublikowanym wówczas w mediach społecznościowych.

Sąd przedstawił analizę prawną dotyczącą art. 191 par. 1 Kodeksu karnego, na którego podstawie postawiono oskarżonemu zarzuty. Zwrócił uwagę, że nie było dowodów na to, iż zdarzenie wyglądało tak, jako opisano to w akcie oskarżenia (chodzi o użycie przemocy i wytrącenie telefonu z rąk).

Sędzia Chojnowska podkreśliła, że przedmiotem ochrony jest tu wolność człowieka w zakresie wyboru zachowania się zgodnie ze swoją wolą (ale w zakresie dozwolonym prawem). Mówiła jednak, że w tej sprawie sytuacja była taka, iż zwrócono uwagę na wolność pokrzywdzonego, która polegać miała na tym, że "miał on pełne prawo fotografowania oskarżonego mimo jego stanowczej i zwerbalizowanej niezgody".

"To co z wolnością pana oskarżonego? Co z jego prawami?" - pytała sędzia, zaznaczając że to "pytanie teoretyczne". Zwracała uwagę, że mężczyzna miał prawo przebywać w tym miejscu, nie brał udziału w proteście, był jego obserwatorem. "Miał prawo wyrazić dezaprobatę dla faktu, że nie chce być nagrywany i ją werbalizował" - mówiła sędzia Chojnowska.

Powiedziała też, że miał prawo do tego, iż nie chce być fotografowany (nagrywany) przez osobę, co do której jeszcze wówczas nie miał świadomości, kim ona jest i czy może to robić zgodnie z prawem prasowym. Zwracała uwagę na granice ochrony i "gdzie przebiega prawo do tego, aby w te granice wchodziło prawo karne".

Odnosząc się do zarzutu gróźb karalnych, sąd odwoławczy ocenił, że nie było dowodów (innych niż zapewnienie duchownego) na to, iż padły takie słowa.