Mazurek: nie popieramy rozwiązań, które dają możliwość liberalizacji ustawy aborcyjnej

| Aktualizacja:

Nie popieramy takich rozwiązań, które dawałyby możliwość liberalizacji ustawy aborcyjnej, natomiast politycy opozycji nie mają odwagi, aby się tym problemem zająć - oświadczyła w piątek rzeczniczka PiS Beata Mazurek.

Posłanka Nowoczesnej Joanna Scheuring-Wielgus zawiesiła w piątek na drzwiach klubu PiS w Sejmie plakat zachęcający do udziału w piątkowych protestach przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Chodzi o obywatelski projekt noweli ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, inicjatywę komitetu "Zatrzymaj aborcję", który znosi możliwość przerwania ciąży ze względu na ciężkie i nieodwracalne wady płodu.

W reakcji na plakat Nowoczesnej, rzeczniczka PiS Beata Mazurek zawiesiła na drzwiach swojego klubu kartkę z wynikiem głosowania ws. obywatelskiego projektu ustawy o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie.

W pierwszej połowie stycznia Sejm odrzucił w pierwszym czytaniu obywatelski projekt komitetu "Ratujmy Kobiety 2017", który zakładał m.in. liberalizację obowiązujących obecnie przepisów aborcyjnych. By projekt trafił do dalszych prac w sejmowej komisji zabrakło 9 głosów. W głosowaniu w tej sprawie nie wzięło udziału m.in. 10 posłów Nowoczesnej. Wśród przeciwników odrzucenia projektu w pierwszym czytaniu było 58 posłów klubu PiS.

Mazurek przypomniała, że posłowie PiS byli za skierowaniem projektu do dalszych prac w komisji. "W tym ja i prezes PiS Jarosław Kaczyński" - zaznaczyła. "Ale 10 polityków Nowoczesnej i 29 polityków PO nie miało odwagi podjąć decyzji, czy ten projekt skierować do komisji, czy nie. Nie wzięło udziału w głosowaniu. Więc dobrze byłoby, żeby opinia publiczna wiedziała z jakimi manipulacjami dzisiaj mamy do czynienia" - podkreśliła wicemarszałek Sejmu.

W jej ocenie protesty pod siedzibą PiS są "zupełnie nieuzasadnione". "Bo po pierwsze my nie jesteśmy autorami tego projektu tak jednego, który został odrzucony jak i tego, który będzie procedowany w Sejmie. Więc nie róbmy opinii publicznej wody z mózgu, mówmy o faktach" - dodała Mazurek.

Według niej, jeżeli miałyby się odbywać jakiekolwiek protesty to pod biurami polityków Nowoczesnej lub Platformy Obywatelskiej. "Na pewno nie pod siedzibą PiS" - podkreśliła Mazurek. "To jest śmieszne i zabawne, tak jak i śmieszne jest mówienie, że w Polsce jest dyktatura" - zaznaczyła.

Mazurek podkreśliła też, że politycy PiS mają konserwatywne poglądy. "Nie popieramy takich rozwiązań, które dawałyby możliwość liberalizacji ustawy aborcyjnej. Natomiast politycy opozycji nie mają odwagi, aby się tym problemem zająć" - mówiła.

Obowiązująca od 1993 r. ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży zezwala na dokonanie aborcji, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety, jest duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, lub gdy ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego.

W dwóch pierwszych przypadkach przerwanie ciąży jest dopuszczalne do osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem matki; w przypadku czynu zabronionego - jeśli od początku ciąży nie upłynęło więcej niż 12 tygodni.(PAP)

autor: Edyta Roś