Jakim cudem żółta kulka pożerająca inne kulki stała się „fenomenem ogólnoświatowym”, „dziełem inspirującym i wyznaczającym trendy”, a nawet „kamieniem milowym w historii gier”? Bo tak o Pac-Manie piszą już nawet autorzy naukowych opracowań na temat schyłku XX wieku.
Publikacja: 22 maja 2010, 03:00 Aktualizacja: 22 maja 2010, 14:18
Jak zawsze zadziałało szczęście, czyli odpowiednie miejsce i odpowiedni czas. Grę wypuszczono na japoński rynek 22 maja 1980 roku, a gdy przetransportowano ją do Stanów Zjednoczonych, w kilka miesięcy odmieniła sposób postrzegania rozrywki. Do dziś doczekała się ponad 30 autoryzowanych wersji, serialu animowanego, kilku piosenek, setek milionów sprzedanych kopii i, co najważniejsze, zarobiła co najmniej dwa miliardy dolarów.
– Pewnego dnia poszedłem na lunch i zamówiłem pizzę. Zjadłem kawałek i popatrzyłem na talerz. Kształt, który na nim pozostał, zainspirował mnie – opowiada Toru Iwatani, pod koniec lat 70. młody inżynier w firmie Namco. Czy rzeczywiście w ten sposób wpadł na pomysł nowej gry? Nie wiadomo. Wiadomo za to, że aż 18 miesięcy trwały prace nad zabawką o żółtej główce, której celem jest zjedzenie wszystkich pac-kropek w labiryncie oraz uniknięcie spotkania z duchami, które cały czas uprzykrzają jej życie.
Nazwa z początku brzmiała „Pakkuman”. Wzięło się to od japońskiej onomatopei „paku-paku taberu”, gdzie „pakku-pakku” oznacza odgłos szeroko otwieranych ust. To z kolei prowadzi do skojarzeń z wyglądem bohatera. Kiedy gra była już gotowa, nazwę zmieniono na łatwiejsze „Puck Man”. I na początku w Japonii okazała się niewypałem.
Przełom lat 70. i 80. to czasy, w których królowały automaty z grami typu Space Invaders, Asteroid czy Death Race. Dziś te gry polegające na strzelaniu do kosmitów czy przejeżdżaniu gremlinów wydają się dziecięco niewinne. Trzydzieści lat temu jednak były postrzegane jako agresywne i przeznaczone co najwyżej dla dorastających chłopaków. W Japonii „Puck Man” okazał się po prostu za łagodny i infantylny.
Inaczej miała się sytuacja w USA. Tam drastyczne strzelanki były już mocno krytykowane przez organizacje rodziców. Kiedy więc pojawił się żółty, przyjazny Pac-Man (nazwę na potrzeby anglojęzycznego rynku zmieniono), po raz pierwszy pojawiło się coś, w co mógł zagrać dosłownie każdy. Producenci gier momentalnie wykorzystali go do poprawy wizerunku swojej branży. – Nie dostarczamy rozrywki dla młodzieży zafascynowanych przemocą, nasi klienci nie wyrosną na członków gangu Mansona. Proszę, oto gra dla całej rodziny – reklamowali. I tak „Pac-Man” podbił kluby z automatami od Nowego Jorku po Los Angeles. Szybko trafił też do Europy, a potem na fali sławy wrócił do Japonii. Stał się tak popularny, że w sklepach brakowało monet o nominale 1 jena, bo tyle kosztowała gra na automacie.
W „Pac-Mana” zaczęły grać dziewczyny, których do tej pory niemal nie interesowała taka rozrywka. – Gry przechodziły przez długi czas stygmatyzacji jako rozrywka tylko dla chłopców. Sam „Pac-Man” tego nie zmienił, ale był pierwszym krokiem na drodze do ich umasowienia – twierdzi dr Mirosław Filiciak, medioznawca, członek Polskiego Towarzystwa Badania Gier. Przez zaledwie osiem lat od daty premiery sprzedano prawie 300 tysięcy automatów do gry w „Pac-Mana”. Co kwartał przynoszą one 100 mln dolarów zysku. Gra stała się inspiracją do utworu „Pac-Man Fever” duetu Buckner & Garicia, który w 1982 roku wspiął się na dziewiąte miejsce na amerykańskiej liście przebojów. „Mam kieszeń pełną ćwierćdolarówek i już jestem gotowy do gry. Zjem ich wszystkich, aż staną się niebiescy. Cierpię na gorączkę Pac-Mana, całkiem odbiera mi ona rozum” – śpiewały dzieciaki niemal na całym świecie. Śpiewały i wydawały coraz więcej pieniędzy na swojego nowego ulubieńca.
źródło:
Dziennik Gazeta Prawna

W Watykanie panuje wstrząs z powodu aresztowania papieskiego kamerdynera pod zarzutem kradzieży poufnych dokumentów. Skandal porównywany jest do tych z książek Dana Browna.