– Było to podejście błędne, które zakończyło się katastrofą – mówi „DGP” Krzysztof Parulski, naczelny prokurator wojskowy, który koordynuje pracę polskich oskarżycieli w Rosji. Dodaje, że z już odczytanych zapisów czarnych skrzynek wynika, że piloci przed samą katastrofą rozumieli, że się rozbiją. – Załoga miała tę świadomość – mówi Parulski. Czy piloci rozmawiali przed katastrofą z kimś z pasażerów? – Nie mamy dowodów, by takie rozmowy się toczyły. Ale nagrania z kokpitu samolotu będziemy jeszcze dokładnie analizować – powiedział nam szef wojskowej prokuratury.

Rosyjscy eksperci tłumaczą, w jaki sposób doszło do katastrofy. Ich zdaniem kapitan Arkadiusz Protasiuk nie zważał na ostrzeżenia o złej pogodzie i podjął decyzję o lądowaniu. Dopiero przy podchodzeniu do lądowania piloci dostrzegli, że samolot nie zdoła trafić w punkt lądowania. Ten moment doprowadził do śmiertelnego błędu. Pilot zwiększył ciąg i nie wiadomo z jakiej przyczyny przychylił samolot w prawo. Jednocześnie próbował wzbić się do góry. – W rezultacie samolot zaczepił się o wierzchołki drzew, po czym pilot stracił kontrolę nad maszyną – opowiadał rosyjskiej agencji RIA Nowosti jeden z ekspertów badających przyczyny katastrofy. Czy pilot mógł uniknąć rozbicia się o ziemię? Ekspert twierdzi, że gdyby zaczął po prostu nabierać wysokości po prostej, istniałaby szansa.

Rosjanie od początku twierdzili, że była to wina pilota. Ale mówili też, że nie znał rosyjskiego. A znał go znakomicie. Że nie znał lotniska – tymczasem to on był drugim pilotem, który leciał trzy dni wcześniej z premierem Tuskiem do Smoleńska. Świetnie znał lotnisko Siewiernoje.