Państwo i lojalne wobec władz firmy pracują nad wyszukiwarką, która ma powstrzymać ekspansję koncernu z USA. To kolejny krok w stronę kontroli internetu nad Wołgą. Po tym jak Chińczycy zmusili Google’a do wycofania się z miejscowego rynku, ciężkie czasy dla komputerowego giganta nadchodzą także w Rosji.
Publikacja: 6 kwietnia 2010, 09:48 Aktualizacja: 6 kwietnia 2010, 14:06
Moskwa jednak – w odróżnieniu od Pekinu – rozważa powstrzymanie ekspansji firmy w białych rękawiczkach. Autorem pomysłu jest naczelny ideolog Kremla Władisław Surkow.
– Google to narzędzie do podgryzania Chin za to, że są niedemokratyczne, i sposób wyszarpywania od nich ustępstw gospodarczych – tłumaczył w radiu Echo Moskwy Igor Aszmanow, szef firmy konsultingowej Aszmanow i Partniory. Jego zdaniem koncern dba o interesy Waszyngtonu, więc obrona przed jego ekspansją jest w pełni uzasadniona. – Oni (Google – red.) od dawna współpracują ze specsłużbami – argumentował. Aszmanow i Partniory to jedna z trzech firm, które kosztem 100 mln dol. mają stworzyć podwaliny pod należącą do państwa wyszukiwarkę. Poza nią w projekt ma się zaangażować Rostielekom i ABBYY, software’owa potęga z rosyjskimi korzeniami. Prace, które mogą rozpocząć się jeszcze w tym roku, będzie nadzorować minister łączności Igor Szczogolew.
Plany wyparcia Google’a są reakcją na rosnącą pozycję firmy w Runecie (rosyjskim internecie) – pisze dziennik „RBK Daily”. Choć niekwestionowanym liderem wśród rosyjskich wyszukiwarek pozostaje Yandex (63 proc. udziału), to Google depcze mu po piętach, w ciągu zaledwie czterech lat zwiększając popularność z 6 do 22 proc. Nad amerykańską firmą rząd nie ma żadnej kontroli, zaś dzięki własnej wyszukiwarce będzie mógł ingerować w wyniki wyszukiwania, spychając podejrzane strony na dół, a także badać zainteresowanie nimi wśród internautów. Sceptycy straszą inwigilacją i boją się, że hasło Yandeksu „Najdiotsia wsio” (Wszystko się znajdzie) zmieni się wkrótce w „Najdut wsiech” (Wszystkich znajdą).
Władze szukają sposobu, jak wyprzeć najpopularniejszą na świecie wyszukiwarkę bez uciekania się do metod siłowych. Białorusin Jauhien Marozau, ekspert Georgetown University, przewiduje dwutorową strategię. Po pierwsze zobowiązanie wszystkich placówek publicznych do ustawienia wyszukiwarki jako strony startowej w należących do nich komputerach czy instalowanie jej w sprzedawanych urządzeniach. Po drugie nękanie Google’a kontrolami najrozmaitszych organów, o których z mieszaniną trwogi i wściekłości mówią wszyscy biznesmeni robiący nad Wołgą interesy.
1: bzdura z IP: 188.147.118.* (2010-04-06 12:37)
...w Rosji najpopularniejszy jest Yandex a nie Google

Ponad 3 tys. osób przeszło w sobotę ulicami stolicy w Marszu Wyzwolenia Konopi - manifestacji środowisk, które opowiadają się za legalizacją marihuany w Polsce. Marsz odbył się bez incydentów, policja zatrzymała jednak 29 osób - głównie za posiadanie narkotyków.