Dlaczego jest pani za ustawowym wprowadzeniem parytetów?

Magdalena Środa: Doświadczenia europejskie i światowe pokazują, że to jest najbardziej skuteczny mechanizm wyrównywania szans kobiet i mężczyzn. A zwłaszcza najbardziej skuteczny mechanizm prowadzący do tego, by w miejscach, gdzie podejmuje się decyzje dotyczące wszystkich obywateli, było nieco więcej kobiet z ich odmienną od mężczyzn perspektywą widzenia.

Przeciwnicy tego pomysłu twierdzą, że parytety są obraźliwe dla kobiet, bo są pozamerytoryczną kategorią, nie uwzględniają np. ich intelektualnych możliwości.

M.Ś.: Bynajmniej. Myślę, że będzie wprost przeciwnie. To mechanizm, dzięki któremu kobiety będą znajdowały się na listach, dlatego że "ciągną listę", że są aktywne, a nie, że gwarantują posłuszeństwo, bo są znajomymi lidera, mamy prezydenta, czy innej postaci. Znam bardzo wiele kobiet, które - podobnie jak mężczyźni - dostały się do polityki przez znajomości. Jeśli będzie ustawa, to będzie po prostu obowiązek nałożony na lidera partii, by znalazł kobiety, które są aktywne politycznie, a nie tylko posłuszne.

A czy zna pani kobiety, które chciały się dostać na listę, były zaangażowane w działania partii, a nie dostały się ze względu na dyskryminację?

M.Ś.: Mnóstwo. Dlatego jestem tak w to zaangażowana. Jako minister spotykałam się z kobietami z różnych partii i to właśnie one mi się żaliły. Na Śląsku, na Mazurach, w Olsztynie, w Gdańsku, w Poznaniu - mówiły, że były bardzo kreatywne, pracowały na rzecz partii, po czym okazywało się, że zbierają się liderzy, ustalana jest lista, na której one były na trzecim miejscu, na siódmym, potem na dwunastym i tak dalej.

Startowała pani w ostatnich wyborach do europarlamentu. Była pani pierwsza na liście w Łodzi. Czuła się pani dyskryminowana?

M.Ś.: Moje osobiste doświadczenia akurat są dobre, bo ja po prostu chciałam, by moja lista była parytetowa i ona taka była. Natomiast wtedy zobaczyłam, że prawdą jest to, co wszyscy opowiadają, że listy wyborcze ustawia grupa męskich liderów. Koniec, kropka. Ja byłam pierwsza, ale na drugim miejscu był trener Włodzimierz Smolarek. Proszę sobie wyobrazić, ile trzeba było wysiłku, żeby trenera ściągnąć z Holandii, chociaż podejrzewam, że w regionie znalazłoby się dużo kobiet o bardzo mocnej pozycji, godnych zaufania: lekarki, nauczycielki itd. Ale nie, wysiłek, by znaleźć znajomego mężczyznę, był ogromny.

Czy parytety nie są wbrew konstytucji? Przeciwnicy twierdzą, że są wbrew idei, że podstawą prawa jest człowiek bez względu na swoje pochodzenie, na płeć, wszelkie inne cechy.

M.Ś.: W konstytucji jest oczywiście kategoria obywatelstwa, ludzi, Polaków. Ale art. 33 w punktach a i b mówi o kobietach i mężczyznach, o równości kobiet i mężczyzn. Art 33b mówi, że powinien być równy dostęp do stanowisk kobiet i mężczyzn. I on jest podstawą mechanizmów parytetowych, bo tego dostępu nie ma. Czasem się mówi: parytety dla kobiet, a dlaczego nie dla wegetarian. Otóż w każdej grupie mniejszościowej są i kobiety, i mężczyźni. Problemy kobiet i mężczyzn w każdej grupie, niezależnie od pochodzenia, cech - są podobne. We Francji, by wprowadzić parytety, zmieniono konstytucję, bo było w niej jedynie pojęcie narodu; wprowadzono pojęcie kobiet i mężczyzn. My to już mamy, więc mamy absolutnie otwartą drogę. Mechanizm parytetowy pozwala zrealizować jedną z ważniejszych zasad konstytucyjnych.

Rozmawiała Katarzyna Rumowska