statystyki

Holandia: Przywódca holenderskiej partii antyimigranckiej przed sądem za mowę nienawiści

18.03.2016, 12:26; Aktualizacja: 18.03.2016, 12:43
Przywódca holenderskiej antyimigranckiej Partii na rzecz Wolności (PVV) Geert Wilders zjawił się w piątek na wstępnym przesłuchaniu w sądzie w Amsterdamie. Prokuratura oskarża go o mowę nienawiści i dyskryminację marokańskiej mniejszości.

Reklama


Reklama


Pięć lat temu Wilders został uniewinniony za antyislamskie wypowiedzi.

Powodem najnowszego procesu, którego początek zaplanowano na 31 października, są komentarze Wildersa wygłaszane pod adresem Marokańczyków podczas wystąpienia w Hadze po wyborach lokalnych w 2014 roku. Było ono transmitowane na cały kraj i wywołało liczne protesty, a na policję wpłynęło prawie 6,5 tys. zażaleń. Oburzenie wywołało pytanie Wildersa do zwolenników: czy chcecie w swoim mieście mniej czy więcej Marokańczyków. Na odpowiedź "mniej" zapewnił: "zajmiemy się tym". Ponadto w jednym z wywiadów telewizyjnych mówił o "marokańskich szumowinach".

W piątek w sądzie Wilders żartował z dziennikarzami i w spokoju wysłuchał prokuratorów, którzy odczytywali zarzuty. Deputowany utrzymuje, że są one motywowane politycznie i że miał prawo wygłaszać swe komentarze, gdyż w kraju panuje wolność słowa.

Prokurator Wouter Bos podkreślał, że "wolność słowa nie ma charakteru absolutnego, wiąże się z obowiązkami" i odpowiedzialnością, by "nie podburzać przeciwko sobie różnych grup".

"Rasizm i nienawiść wobec obcokrajowców stanowią bezpośrednie naruszenie zasad wolności, demokracji i rządów prawa" - dodał.

Wilders nie przyznaje się do winy. Jego istniejąca od 10 lat partia prowadzi w sondażach popularności, ale nigdy nie była u władzy.

"Nikt mnie nie uciszy, nawet w sprawie Marokańczyków" - napisał w ub. tygodniu na Twitterze, dodając, że nie boi ani "gróźb terrorystów ani sędziego".

Wilders jest ochraniany przez policję, od kiedy w 2004 roku zamordowany został filmowiec Theo van Gogh, która w swych filmach krytykował islam.

Poprzedni proces Wildersa rozpoczął się w 2010 roku. Prokuratura zarzucała mu początkowo, że w przemówieniach i wywiadach domagał się zakazania Koranu, nazywając tę świętą księgę islamu "faszystowską" i przyrównując ją do "Mein Kampf" Adolfa Hitlera. Apelował też o odebranie holenderskiego obywatelstwa "marokańskim przestępcom" i deportowanie ich.

Potem jednak prokuratura zmieniła zdanie i zwróciła się do sądu o oddalenie zarzutów, argumentując, że według niej wypowiedzi polityka były skierowane przeciwko islamowi jako ideologii, a nie pojedynczym muzułmanom.

"Tym razem jest inaczej" - powiedziała rzeczniczka prokuratury Ilse de Heer.

Wilders został oskarżony o dyskryminację i podżeganie do nienawiści wobec Marokańczyków, którzy stanowią 2 proc. mieszkańców Holandii.

Jeśli zostanie uznany za winnego, może trafić nawet na rok do więzienia i zapłacić grzywnę w wysokości 7,4 tys. euro.

Lider PVV twierdzi, że nie ma pretensji do imigrantów, którzy przestrzegają holenderskich przepisów i zwyczajów. Podkreśla, że nigdy nie opowiadał się za przemocą.

Przed sądem w piątek zebrała się niewielka grupa zwolenników Wildersa. Jeden miał na sobie koszulkę z napisem: "Wilders na prezydenta". Agencja AP przypomina, że w Holandii, która jest monarchią konstytucyjną, nie ma tego stanowiska.

Reklama


Źródło:PAP

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Prawo na co dzień

Galerie

Reklama