statystyki

Król: Rzeczywistość zagubiona w słowach

autor: Marcin Król08.03.2016, 07:53; Aktualizacja: 08.03.2016, 09:49

Reklama


Reklama


W ostatnim okresie, obok wielu innych zdarzeń, mamy do czynienia z inwazją słów i wypowiedzi wypaczających lub wręcz zastępujących rzeczywistość. Przypomnijmy bezprawny wybór przez Platformę Obywatelską dwóch sędziów (w czerwcu minionego roku) i setki razy powtarzany argument, że to oni zaczęli, a my tylko się rewanżujemy. Jest to taki sam argument jak osoby, która – ponieważ sąsiad ukradł jej rower – uważa, że ma pełne prawo ukraść sąsiadowi samochód.

Inny przykład to zdanie pani premier, że w Polsce jest milion ukraińskich uchodźców. Wszyscy wiedzą, że to nieprawda, ale co z tego, skoro przeciwko zdaniu trzeba wytaczać armaty argumentów. Do tego zupełnie niezrozumiały pogląd, że gimnazja są do niczego. I na koniec słowa, wywiady i listy pisane do polityków europejskich lub do europejskiej prasy, w których się mówi tak, jakby politycy czy też opinia publiczna w bliskich nam krajach byli kompletnie pozbawieni wiedzy na temat tego, co się dzieje w Polsce.

Można sądzić, że to tylko słowa. Jednak kolejność jest odmienna, niż na ogół myślimy, to słowa zmieniają rzeczywistość, a fakty stanowią najczęściej pochodną słów, ich konsekwencję. Doskonale przecież wiemy, że jeżeli w jakiejkolwiek wspólnie działającej grupie zapędzimy się w słowach zbyt daleko, to wywołamy nieodwracalne konsekwencje. Można naturalnie przeprosić, ale przeprosiny przyjęte słownie nie zawsze zmieniają stan rzeczy. Niechęć lub odmowa współdziałania to tylko najbardziej łagodne skutki złych słów.

Równie istotny jest fakt, również doskonale znany z historii, że bardzo często mówiący słowa, nawet jeżeli początkowo wiedzieli, że są to słowa co najmniej nieodpowiednie, a może nieprawdziwe, stopniowo zaczynają sami sobie wierzyć. Wierzyć swoim słowom bez oglądania rzeczywistości. Reagować na cudze słowa, jakby to były fakty. I w ten sposób rzeczywistość jest lekceważona. Niezwykle łatwo jest znaleźć się w sytuacji, kiedy słowa, słowa wspólne całej grupie politycznej, stają się więzią łączącą tę grupę o wiele silniej niż poglądy polityczne.

Obywatele naturalnie reagują na słowa, tym bardziej że człowiek w pierwszym odruchu chciałby wierzyć osobie publicznej. Nie wszyscy są dostatecznie poinformowani lub zainteresowani, żeby wnikać w treść przekazu. Ale słowa powodują potem polemiki na temat uchodźców, na temat rzekomej pornografii w teatrze wrocławskim czy na temat woli narodu. Polemiki te czasem przyjmują bardzo gwałtowny kształt i sprawiają, że wzajemny antagonizm przybiera na sile.

Dawniej uczono dzieci, żeby nie opowiadały o tym, co się dzieje, co się mówi w domu. Nie dlatego, że w domu dzieją się jakieś strasznie tajemnicze lub naganne sprawy, lecz dlatego, że przypadkowe słowa – w dodatku wypowiedziane przez dziecko – mogą nabrać własnego życia. Na tym polega zgubna rola plotki. Inaczej mówiąc, ponieważ od dziecka nie można oczekiwać odpowiedzialności za słowa, lepiej, żeby nie opowiadało kolegom, co tatuś mówi mamusi, a co na to babcia.

Zalecałbym takie zachowanie współczesnym politykom. Wstrzemięźliwość w słowach jest wielką cnotą, a jej brak powoduje, że często mówi się nie to, co chciałoby się powiedzieć i co jest zgodne z rzeczywistością, lecz to, co się uważa, że się powinno powiedzieć, lub też to, co jest wyrazem ogólnej postawy, a nie reakcji na konkretny problem. I jeszcze krok dalej. „Spisane będą czyny i rozmowy” – pisał Czesław Miłosz. Zgoda. Odwróciłbym jednak kolejność, bo całym przekonaniem sądzę, że przede wszystkim zapamiętane i zapisane będą właśnie rozmowy, czyli słowa. W związku z tym nieumiejętność używania słów w celu opisania rzeczywistości dyskwalifikuje demokratycznego polityka. A niedemokratyczny w końcu tak się uwikła w niemądre słowa, że sam się w nich pogubi. 

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Reklama

  • traubi(2016-03-08 15:30) Odpowiedz 50

    Prezes Kaczyński i czołowi politycy PIS już oficjalnie, bez zahamowań, przed kamerami znieważają dużą część naro*****lskiego, dzielą go i podżegają do nienawiści. Prokuratura ma się zająć gnojkami wypisującymi anonimowe obelgi w internecie, a nie interesuje się elitami politycznymi podżegającymi do nienawiści wobec przeciwników politycznych!Powiecie, że to tylko "słowa, słowa"...Od tego się zaczyna. Za chwilę jacyś "patrioci" zechcą "załatwić zdrajców, złodziei, komunistów,niesprawnych umysłowo, donoszących do ambasady rosyjskiej na swoich, sprzedawczyków Putina w wojnie hybrydowej", itd. Elity rozkręcają bezkarnie spiralę nienawiści. Źle się dzieje w Polsce, a może być gorzej...

  • Pan Murzyński - Filipiński(2016-03-08 11:34) Odpowiedz 00

    Po okresie "dyktatury proletariatu" w którym to partia nieboszczka, będąca w jej mniemaniu elitą społeczeństwa wyznaczała kierunek w jakim ma podążać społeczeństwo, pisząc programy partyjne które były programami dla narodu, nastąpiła zmiana. Obecnie partie polityczne zrzeszające światłą część społeczeństwa zajmują się opracowywaniem strategii, którą obiecują realizować po przejęciu władzy. Tak wiele czasu i tak wiele publicznych pieniędzy potrzeba wam było na stworzenie nowego systemu, który nic nie zmienił. Chciałbym wierzyć, że "jakoś to tak samo wyszło" ale jako osoba niewierząca nie potrafię, i nie chcę wierzyć w diabelskie podszepty. Pisanie, że ci lub tamci są tacy lub inni nie ma sensu, bo wszyscy oczekują od drugiej strony przestrzegania reguł które sami notorycznie łamali i łamią. Niestety w tej grze nie ma czegoś takiego jak dobro państwa i Narodu. Nie ma też żadnych zasad, za co wypada podziękować wspomnianym twórcom i obrońcom systemu..

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Prawo na co dzień

Galerie

Reklama